Raffi Torres mógłby napisać poradnik, jak w najgłupszy możliwy sposób stracić najlepszą posadę dla hokeisty na świecie – czyli posadę zawodnika ligi NHL.  Po zawieszeniu trwającym pół sezonu i braku ryzykantów, którzy zdecydowaliby się płacić mu za kolejne miesiące siedzenia w domu, Torres mierzył się z potencjalnym widmem końca kariery. Dlaczego jest to bardzo realna wizja nawet mimo że linę w postaci kontraktu PTO (niezobowiązujące zaproszenie na kamp treningowy) rzucili mu Carolina Hurricanes?

Show or no

Torres nie cacka się ani na lodzie, ani w życiu. W przeciwieństwie do wielu zawodników nie sprzedaje mediom mętnych historyjek o tym jak to „jeszcze mogę grać” albo „tęsknię za NHL jak Batman za rodzicami”. Hokejowy recydywista twardo zarzeka się, że albo będzie grać w najlepszej lidze świata – albo nigdzie. Torres rozegrał sześć spotkań w barwach drużyny Barracuda – czyli farmie San Jose Sharks – jednak nie spodobało mu się tam. Niedługo potem przeszedł do Toronto, w barwach których nie rozegrał ani spotkania.

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.