Daleki jestem od filozofii „tree-hugersów”, czyli ludzi wierzących, że podrapanie kory drzewa powoduje jego ból i cierpienie. Nie wierzę również, że kwiatek robi się smutny na chwilę, jak mu się na moment zasłoni słońce. Wierzę natomiast, że trzeba być niedorozwiniętym, żeby na potrzebę show dręczyć zwierzęta. Według wielu tak postąpili Penguins.

Podczas spotkania Stadium Series, czyli meczu na otwartym powietrzu, marketingowcy z miasta stali stwierdzili, że fajnie będzie wystawić kilkudziesięciu tysiącom ludzi, na sam środek małe stadko pingwinów. Rozumiecie – drużyna się nazywa Penguins, więc będą żywe Pingwiny. Pozostaje chyba cieszyć się, że na ten pomysł nie wpadli Boston Bruins.

O co chodzi?

Zdezorientowane zwierzęta zostały zagonione na „arenę”, gdzie niedorównująca im inteligencją maskotka „bawiła się” z nimi. Tak naprawdę były

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.