Co wspólnego mają ze sobą Aaron Ekblad i Eric Lindros? Poza ogólnikami jak wielki talent do hokeja, obywatelstwo, itd. łączy ich jeszcze co najmniej kilka zdarzeń. Wybitny napastnik m.in. Philadelphii Flyers był „jedynką” draftu NHL w 1991 roku, a wciąż młody defensor Florida Panthers do najlepszej ligi świata z tym samym numerem trafił dokładnie 23 lata później. Mimo, że karierę Lindrosa a karierę Ekblada dzielą co najmniej dwa hokejowe pokolenia, niedawne wydarzenia w życiu 21-latka to istna kalka z problemów, które lata temu przechodził słynny Eric.
Sprawa tyczy się oczywiście kłopotów zdrowotnych Lindrosa. Powiedzieć, że urazy głowy zniszczyły karierę „Big E” byłoby przesadą, lecz do dziś pozostaje on sztandarowym przykładem „co by było gdyby”: nikt nie ma wątpliwości, że gdyby nie wstrząśnienia mózgu, Lindrosa wymienialibyśmy jednym tchem z Wayne’m Gretzkym, Mario Lemieux czy Bobby’m Orrem jako ikonę dyscypliny. Faktem jest, że przewlekłe i – co gorsza – wielokrotne uszkodzenia głowy stanowczo zbyt często przerywały karierę Kanadyjczyka, ponadto wydatnie ją skróciły. Istnieją poważne obawy, że ścieżką genialnego Erica podąży wielce utalentowany gracz Kotów.
Alarm w mojej głowie włączył się, gdy Ekblad wrócił do składu Floridy na mecz z Caroliną 21. marca. Zaledwie 10 dni wcześniej w wy
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem