Jeden z najbardziej charakterystycznych bramkarzy końca lat 90-tych. Posiadacz legendarnego już „klatkokasku” był, obok Dana Cloutiera, Chrisa Terreri i Dominika Haska, jednym z ostatnich, którzy chronili swoją twarz w ten sposób jako bramkarze. Najpewniej jeden z najbardziej kontrowersyjnych typów do wstąpienia lub nie do Galerii Sław. No właśnie, czy Chris Osgood zasługuje, by stać się legendą?
Argumenty na tak!
Więcej hokejowych historii i analiz w NHL w PL
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.
Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

Komentarze pod tekstem
Po Lindrosie, to na wpis zasługuje już chyba każdy 😉
Osgood to taki Fuhr kolejnego pokolenia. Mimo, że były lepsi, to on wygrywał puchary i po prostu w tym nie przeszkadzał. Podobnie jak teraz Crawford w Chicago.
Wymienieni w tekście bramkarze poza Kiprusoffem nie byli nawet blisko pucharu. To o czym tu gadać?