Historia uczy nas bardzo wiele. Pokazuje, że da się wygrać wojnę mając mniej żołnierzy, pokazuje, że plastikowa lalka może zawojować świat (Barbie), czy że sposób na więcej bramek w NHL już istniał. Być może warto wskrzesić dawną zasadę?

Sukces ma (miał) wielu ojców

Sukces medialny ligi ma wielu ojców i każdy sobie go przypisze. Jednak fakt, że każdy mecz obserwuje masa kamer sprawia, że mecze muszą stawać się powoli czymś „Dla całej rodziny”. Marty McSorley, czyli legendarny ochroniarz Wayna Gretzkiego, uznany byłby za psychopatycznego debila z tendencjami do przemocy bez większego powodu.

Jednak 20 lat temu Sidney Crosby uznawany byłby za zbyt wymodelowanego fana muzyki pop, któremu chyba jeszcze nikt nie upuścił juchy przy bandzie. Nie ma co się łudzić, że hokej wróci do dawnych czasów, gdy grali w niego najtwardsi, najwięksi, niekoniecznie najładniejsi. Mniejsza fizyczność w grze prowokuje większą technikę, czyli także technikę obrony i bramkarzy, którzy przepuszczają coraz mniej bramek. Jeśli powrót fizycznej gry z dawnych czasów nie wchodzi w grę to jaka jest recepta?

Power play jak przed wojną

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.