Mocno obsadzona filmami, gifami, memami dokładna pigułka informacyjna z wydarzeniami ze świata NHL!
Mecz dnia: Ducks vs Coyotes
Ha! Zaskoczyłem Cię, czytelniku, tym nagłówkiem. Spodziewałeś się, że będzie o klęsce Pittsburgha, o wygranej Capitals, no albo przynajmniej o nowej hali Red Wings. Tak będzie, ale później, bo ten akapit jest antypolityczny i antyukładowy. Ten nagłówek służy do niezależnego wskazywania najlepszego widowiska dnia według moich wytycznych. Tym meczem było starcie Ducks i Coyotes, co nie chwaląc się podejrzewałem już przed jego rozpoczęciem (kto słucha Radia NHL w PL ten już wie).
Zacznijmy od tego, że w obu kadrach były spore osłabienia – po stronie Kaczorów zagrać nie mogli Ryan Getzlaf i Ryan Kesler, a więc dwóch najlepiej punktujących graczy z poprzedniego sezonu. W bramce Kojotów nie doszło do debiutu Anttiego Raanty, poinformowano o lekkim urazie Fina i wstawiono do składu Louisa Domingue. Te braki mogły popsuć, ale nie popsuły widowiska. Zanim rozpoczęły się zawody wspomnę jeszcze o geście Ducks, którzy w home openerze znaleźli spory kawałek czasu przedmeczowej ceremonii, by poświęcić go 17-letniej dziewczynie chorującej na raka, Kate Hawley.

Do rzeczy, bo działo się naprawdę sporo. Mieliśmy prowadzenie Kojotów 4:1 i potem dołek gości – udany pościg gospodarzy. W debiucie trenera Ricka Toccheta jego podopieczni grali w ofensywie naprawdę ładny kombinacyjny hokej, z dużą ilością podań i odpowiednim balansem pomiędzy posiadaniem krążka oraz modnym ostatnio atakiem tranzycyjnym.
Właśnie w ten drugi sposób Kojoty otworzyły wynik meczu, to było piękne dwójkowe rozegranie książkowego ataku. Najazd z obu skrzydeł (Goligoski po prawej, Duclair po lewej), odpowiednio szybko i w tempo podania, wykończenie Duclaira. Chwilę później w akcji na 2:0 świetna decyzja o podaniu przez Alexa Goligoskiego, który tego wieczoru zanotował aż trzy asysty. To moja ulubiona: podanie do Klaytona Kellera trochę w ciemno, ale widać że to świadoma decyzja inteligentnego obrońcy. Nie nazwałbym tego tak, jak to koledzy z NHL.com nazwali „loose puck”, ten krążek znalazł się tam zgodnie z intencją Goligoskiego.
Jeszcze przed przerwą instynktem błysnął Corey Perry. Wszystko zaczęło się od złego wybijania z własnej strefy przez Hjalmarssona i tu był błąd obrońcy Coyotes. Moment później Hjalmarsson już dobrze, naprawdę podręcznikowo krył Perry’ego przy strzale, ale cwany lis przeczekał maksymalnie, utrzymał nadgarstek złożony do strzału i zdobył kontaktowe trafienie.
Mogły się podobać poczynania ofensywne obrońców Arizony. Wspomniane podania Golgoskiego, ale także przeprowadzanie krążka Olivera Ekmana Larssona. To po strzale tego ostatniego źle ustawiony do uderzenia Gibson wypluł krążek i Max Domi podwyższył na 3:1. Kolejny gol na 4:1 dla hokeistów z pustynnego stanu to wynik dwóch rzeczy – powerplay oraz tego, że jeden z czwórki broniących graczy złamał kij. To był okres najlepszej gry Kojotów, gdy nawet w osłabieniu sprawiali rywalom ogromne problemy:
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
?
Fleury pewnie dziękuje Bogu, że nie musiał brać udziału w tym burdelu.
Dla mnie zaskakująca też była postawa Avalanche no i Varlamov, który w sumie wygrał im mecz z zaskakująco dobrym procentem .949. A grali przecież bądź co bądź przeciwko dobrej drużynie playoffowej, a sam mecz też był niezły.
Prawda jest taka że to Penguins są mistrzami (rok po roku) i takie kuku choć jest bolesne i idzie w świat to będzie zapomniane w kwietniu jeśli PIT dobrze wejdzie w PO.
Jako fana Blackhawks cieszy mnie to lanie gdyż młodzi gracze potrzebują impulsu, mieli go już w zeszłym RS lecz w PO starzy zawiedli a młodzi nie udżwignęli.
Jak na razie, linia Toewsa 6pkt, linia Kane`a 12pkt, oby tak dalej.
Niesamowita metamorfoza Bostonu. Za Żul(ien)a to była ciężka i wolna ekipa bazująca na sile i wytrzymałości. Wczoraj Bruins śmigali jak rakiety. Wynik 4:3 mylący, bo Nashville nie stanowili prawie cały mecz zagrożenia pod bramką Raska.
Młodych w składzie tyle, że kilku nie zmieściło się w rosterze „Skarbu Fana NHL”
Zawsze znajdzie miejsce by wbić szpilkę 🙁 nasz kochany Kapitan 😀
Hehe 😉 Jak się zbiorę, to napiszę Wam maila o Skarbie Fana. Generalnie bardzo dobrze, ale kilka uwag mam.