Raz na kilka lat, a czasem i częściej, zespołom wybierającym z najwyższym numerem draftu trafia się gracz, przy którym nie ma żadnego znaku zapytania. Wyjątkowy talent, wokół którego można budować zespół na wiele kolejnych lat. I jakoś tak się składa, że zazwyczaj jest to napastnik. Connor McDavid, Auston Matthews, John Tavares, Patrick Kane, Sidney Crosby, możemy wymieniać dalej. Owszem, czasem trafi się jakiś Alexandre Daigle lub Patrik Stefan, a w mniej drastycznym wariancie Ryan Nugent-Hopkins, ale z reguły nastoletni geniusze przednich formacji wybierani z najwyższym numerem doskakują do poziomu, który wróży się im w dniu ceremonii draftowej.
Gorzej ma się rzecz z wybranymi z numerem jeden defensorami. Poza znanym z komentowania meczów Florida Panthers Denisem Potvinem, który zaczynał karierę w NHL już prawie pół wieku temu, jest to lista mniejszych i większych rozczarowań. Jest na niej kilku solidnych, a nawet bardzo dobrych obrońców, ale żadnego z nich (zobaczymy jeszcze jak będzie z Aaronem Ekbladem) nie możemy bez zająknięcia określić mianem franchise defenseman.

Powodów, dla których ekipy NHL mają tak duże problemy z rozpoznaniem obrońcy o elitarnych możliwościach, jest bardzo wiele. Widać to po niewielkiej liczbie graczy z tej pozycji, którzy w ostatnich latach swoje nazwisko usłyszeli jako pierwsi, jak również w
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
Będą jaja jak ktoś pójdzie vabank i weźmie kogoś innego za Rasmusa.