Las Vegas znane jest wszystkim jako miasto grzechu. Grzechem dla 30 zespołów tej ligi jest fakt, że stolica hazardu wszelakiego spoliczkowała je finałową serią swojego NHL-owego dziecka, które nie ma nawet roku. Są jednak bardzo poważna powody, dla których grzechem Złotych Rycerzy będzie… zdobycie Pucharu Stanleya. Dlaczego debiutant powinien na swoje pierwsze najważniejsze trofeum poczekać jeszcze co najmniej sezon?
Już wygrali
Golden Knights są wygranymi kampanii od samego początku. Drużyna rodem z „Parszywej trzynastki”, wyśmiewamy pod względem składu i doboru zawodników w entry drafcie, jest czołową ekipą ligi. Niechciany James Neal wyrasta na gwiazdę, a Marc-Andre Fleury dostaje druga i trzecią młodość. Bramkarze odnoszą kontuzje jeden po drugim, i tak w bramce jakimś cudem dobrze spisuje się beznadziejny wszędzie indziej Malcolm Subban, a potem jeszcze czterech innych, którzy musieli się nawzajem zastępować. Puchar powinien być zwieńczeniem sezonu rodem z „Potężnych Kaczorów”, a superprodukcje, czyli przedstawienia na lodzie przed meczem ukazujące porażki poprzednich rywali w play-offach zdają się wymierzać policzki wszystkim innym ekipom. Dlaczego nie powinno się skończyć to Pucharem?
To spisek! Agenci i tajne służby!
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem