Mecz dnia: Blackhawks kontra Flames

Zanim o meczu to jeszcze trochę o dniu jako całości – trzy shutouty zanotowali bramkarze w nocce złożonej z pięciu meczów. To dużo, a biorąc pod uwagę fakt że w jednym z tych spotkań było tylko 1:0 byliśmy blisko czterech czystych kont. Jeśli tak by się stało to w dniach w których mieliśmy po pięć spotkań w całej historii NHL mielibyśmy wyrównanie rekordu. Rekordu ustanowionego bardzo dawno temu bo w 1928 roku…

W obliczu ostatniego drobnego (lub wcale nie tak małego) kryzysu top line Avalanche do TOP3 najlepszych formacji w lidze jeśli chodzi o ostatni tydzień, a może nawet dłużej weszli w moim personalnym rankingu hokeiści Flames. Ich pierwszy atak złożony z Johnny’ego Gaudreau, Seana Monahana i Eliasa Lindholma siał ostatnio postrach po defensywach NHL i wcale nie wygląda na to jakby miało się to skończyć.

Już przy okazji pierwszej akcji bramkowej cała trójka zanotowała po punkcie. Podobała mi się zimna krew Seana Monahana, chociaż to nie po jego strzale padł gol, ale takie niespieszne wykończenie akcji w strefie dużego zagrożenia pokazuje jak wielką pewnością siebie dysponują członkowie tej formacji. Ostatecznie to Gaudreau trafił na 1:0 strzelając gola już w piątym meczu z rzędu i punktując w 13 kolejnym spotkaniu.

Oczywiście jak mnie znacie nigdy nie wybrałbym na mecz dnia jednostronnego widowiska i tutaj Blackhawks nie byli chłopcami do bicia. Chicago w ostatnich tygodniach sporo poprawiło i z tym musi się zgodzić każdy nawet najbardziej krytyczny… fan drużyny z Wietrznego Miasta. Oczywiście wiele ma to wspólnego z tym jaką indywidualną formę ma Patrick Kane.

Amerykanin zdobył gola na 1:1 po pięknym indywidualnym rajdzie prawą stroną lodowiska, przełożeniu krążka między nogami i strzale z backhandu w krótki róg. Mój prywatny ranking najlepszych backhandów w NHL: 1. Crosby 2. Kane 3. Marchand. Już w drugiej tercji gospodarze wyszli na prowadzenie, tym razem Kaner postraszył obecnością w korytarzu międzybulikowym, ale nie uderzał tylko oddał do ustawiającego się już pod strzał z pierwszej gumy Alexa DeBrincata.

Był taki moment w tym spotkaniu, że Chicago wydawało się dużo lepsze i nawet nie było konieczności by Kane był na lodowisku. Bardzo blisko zmienienia rezultatu na 3:1 był Brandona Saad, ale wyróżnić w tej akcji trzeba bramkarza Davida Ritticha i przede wszystkim pomagającego w obronie Sama Bennetta.

https://youtu.be/XvLAalUBgJQ

Z pomocą w odwróceniu losów spotkania przychodzą kanadyjskiej drużynie fragmenty specjalne. Monahan trafia w liczebnej przewadze na 2:2 jeszcze w drugiej tercji (w tym meczu był mega aktywny, sam oddał 10 strzałów w światło bramki rywala najwięcej w całym sezonie wszystkich graczy CGY). Na początku trzeciej znakomite odegranie od bandy Marka Giordano do Gaudreau kończy się przejęciem inicjatywy przez Płomienie. Dla obrońcy CGY była to 300 asysta w karierze, pewnie jedna z ładniejszych, jakie w ogóle zdobył:

Emocje trwały do końca, Blackhawks grali bez bramkarza przy 2:3 i robili to dobrze. W ostatniej minucie meczu padły jeszcze dwa gole (jeden z nich to gol w osłabieniu Flames, ich 14 w tym sezonie, nikt nie ma więcej shorthanded trafień) i ostatecznie wyżej plasujący się w tabeli Flames zwyciężyli minimalnie. Wrócę tu do pierwszej narracji jaką dałem w tym akapicie – formacja numer jeden tego zespołu a także wspierający ją „ludzie” są na najwyższym poziomie w lidze.

Śmiem twierdzić że

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.