Mecz dnia: Ducks kontra Sharks

Mam nadzieje że choć kilka osób skusiło się wczorajszej nocy na spotkanie Ducks z Sharks, które miałem przyjemność próbować nie zepsuć swoim komentarzem w TVP Sport. Ten mecz, podobnie zresztą jak poprzedni mecz Rekinów z jeszcze niżej notowanymi Los Angeles Kings, jest wybitnym dowodem na to że tankowanie jako takie w NHL nie istnieje. To też powód aby myśleć, że jeśli mielibyśmy nadać klubom NHL jakąś narodowość, to uwierzcie mi taki prototypowy klub NHL jest Polakiem.

Już śpieszę z wyjaśnieniem. Kojarzycie zapewne memy z małpami-nosaczami. Polegający na nich żart to oczywiście porównanie do „typowego Polaka”. Jeden z nurtów tego humoru jest mem z dopiskiem o „somsiedzie”. No bo umówmy się, każdy z nas ma przynajmniej jednego somsiada, któremu nie życzymy dobrze. Genezy takiego zachowania nie będę się już doszukiwał, ale nawet w słynnym serialu Świat Według Kiepskich większość zawartej komedii opierała się na starciu dwóch sąsiadów – Ferdka i Paździocha.

https://www.youtube.com/watch?v=6ifYCGs5yvc

Wątek znienawidzonego sąsiada to także rzeczywistość NHL. No bo może i jesteśmy słabi jak cholera, może i nawet lepiej byłoby przegrać żeby zwiększyć swoje szansę w loterii draftu… ale z nimi? O nie Halinka, prędzej mi kaktus w dupie wyrośnie! Tak mniej więcej musiała wyglądać motywacja Królów i Kaczorów przed meczami z Rekinami. Dwie najsłabsze teamy Dywizji Pacyficznej zgodnie odebrały San Jose punkty, i chociaż Sharks tych „oczek” nie potrzebują desperacko bo w play-offach już są, to… strasznie mi się podoba taka postawa i za taką NHL nic nie robiłem.

Zdziwiłem się nieco faktowi, że dopiero piąty raz w historii Sharks zagrali swój kalifornijski wyjazdowy trip, czyli dwa mecze z rzędu przeciwko kolejno Kings i Ducks (lub odwrotnie). Drużyna która rok w rok boryka się z jednym z najcięższych wyzwań jeśli chodzi o przebyte mile i czas spędzony w podróży, tym razem choć grała dzień po dniu, to odległość jaka przebyła pomiędzy jednym wyjazdem a drugim to… 30 mil. Taka bowiem odległość dzieli dokładnie hale Staples Center w LA i Honda Center w Anaheim. Ostatni raz kalendarz NHL ułożył się w ten sposób Rekinom w marcu 2013 roku.

Nie o zmęczenie podróżą chodziło więc w ich piątej z rzędu porażce. A o co? Może o liczbę strat i ogromną niedbałość w grze. Jedyną tercją jaką goście tak naprawdę przegrali była pierwsza odsłona, w tej części meczu zanotowali 10 giveaways (!), a po jednym z straconych posiadań przez Brenta Burnsa było 1:0 dla Anaheim.

Scenariusz tego meczu to były prowadzenia osiągane przez Ducks i doprowadzenie do wyrównania przez Sharks. Działo się tak trzykrotnie, pewnie gdyby nie dogrywka którą kończy się wraz z uzyskaniem pierwszego gola to i zadziałoby się tak po raz czwarty. Inną charakterystyczną dla tego meczu rzeczą były

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.