Mecz dnia: Washington vs Carolina

Wyśmienicie ułożony kalendarz sobotnich gier z wysokiego „C” rozpoczęli Caps i Canes. Kto wie, czy otwarcie czwartego dnia zmagań w play-off nie było najsilniejszym akcentem dnia? W stolicy USA zobaczyliśmy wszystko.

Zaczęło się łudząco podobnie do Game 1. Senne wejście w mecz w wykonaniu Huraganów – zanim zorientowali się, że już trzeba grać na najwyższych obrotach, było 2:0 dla gospodarzy. Wczesna presja w wykonaniu Caps znalazła swoje potwierdzenie już w 4. minucie. Rolami ponownie zamienili się Aleks Owieczkin z Nicklasem Backstromem. To Rosjanin pomysłowo podawał, a Szwed bez zastanowienia wykończył „patelnię” od kolegi przytomnie odpychając od pola bramkowego Justina Faulka. To mój pierwszy zarzut pod adresem Roda Brind’Amoura – wystawianie akurat tego obrońcy na 27 minut w meczu to stanowczo za duży kredyt zaufania. Minimalnie więcej gra Slavin, za to Hamilton i Pesce wyjeżdżają na lód zbyt rzadko. Słaba praca przed własną bramką, zerowa przydatność w PP. Brind’Amour wiele mówi o merytokracji, tymczasem Faulk gra bez względu na wszystko.

Wracamy do pierwszej tercji – w 10. minucie krótkie podanie Kuźniecowa wykańcza TJ Oshie. Mój ulubiony gol ostatnich miesięcy w NHL. Zobaczcie, co robi TJ:

Amerykanin po prostu odkopnął kij Justina Williamsa torując sobie tym samym ścieżkę do bramki Petra Mrazka. Nie przypominam sobie by ktoś kiedyś zrobił coś takiego i nie zdziwi mnie, jeśli za jakiś czas NHL zareaguje i zabroni podobnych manewrów, coś na zasadzie „Sean Avery rule”. Canes znowu znaleźli się w czarnej dziurze, musieli mozolnie gonić wynik. Pomocną dłoń wyciągnął do nich Braden Holtby próbujący „sprzedać” faul Saku Maenalanena:

Przekierowanie krążka przez Wallmarka spokojnie od obronienia, gdyby tylko Hotlby nie okręcał się jak baletnica. Kontakt owszem, był, ale na pewno nie miał prawa aż tak wbić Kanadyjczyka z rytmu i ustawienia. Słusznie uznany gol, który dał sygnał Huraganom do jeszcze bardziej wzmożonej pracy.

Druga tercja przyniosła tylko jednego gola, ale główną osią wydarzeń była z pewnością kara meczu nałożona na Micheala Ferlanda. Skrzydłowy Canes bardzo ostro wszedł w Nicka Dowda. Dostał za to majora 5 minut oraz karę meczu. Patrzcie:

I jak? Osobiście podpisuję się pod wszystkim, co wykrzyczał z siebie furiat Brind’Amour (cokolwiek to było). Ferland zaatakował Dowda z ukosa, nie z tyłu. Atak mógł być delikatnie spóźniony, ale to jedyny aspekt, który może działać na niekorzyść Micheala. Nie podniósł łokcia, nie trafił w głowę – przyjrzyjcie się, głowa Nicka najpierw uderza o cyferki na bluzie Ferlanda, główny kontakt jest tułów w tułów. Dowd też ma obowiązek trzymania głowy jak najwyżej to możliwe, tu miał pecha, bowiem w momencie kontaktu wciąż był wychylony do przodu chcąc zagrać krążek. Suma sumarum – czyste kapcie niesłusznie wyrzuconego z meczu Ferlanda, co jednak paradoksalnie sprawiło, że Canes zaczęli grać lepiej.

Caps nie potrafili wykorzystać przewagi, chwilę później Canes nie dali rady zamienić na gola sytuacji 5-na-3. Dopiero pod koniec tercji przełamał się Sebastian Aho (pierwszy gol od 9 marca), a w końcówce trzeciej części gry przełamał się PP Caroliny. Fin szczęśliwie wyrównał odbijając krążek ze ślepego kąta o łyżwę/parkan Holtby’ego, a jedynego gola w powerplay zdobył Jordan Staal trącając krążek po nastrzeleniu Dougiego Hamiltona.

Wcześniej jednak na 3:2 dla gospodarzy trafił Tom Wilson, po kolejnej znakomitej asyście Owieczkina. Rosjanin powiedział po meczu: „zmiana ról. Nick jest mną, ja jestem Backstrom”.

Jeszcze w ostatnich minutach meczu dwie kapitalne parady Petra Mrazka i idziemy do OT. W niej obyło się bez maratońskich wyczynów rodem z play-off Polskiej Hokej Ligi, panowie szybciutko zabrali się do pracy pozwalając widzom płynnie przejść do meczu Nashville-Dallas. Bohaterem okazał się, weble… Brooks Orpik! Gdybym miał typować strzelca przed dogrywką Brooks byłby pewnie ostatnim zawodnikiem, szybciej wybrałbym nawet przyspawanych do ławek Christiana Djoosa i Haydna Fleury’ego. A jednak, to „batia” Orpik okazał się overtime hero. Kosztowny błąd – jak się okazało – popełnił Brett Pesce, stracił bowiem kija w tercji neutralnej. Canes dali zamknąć się we własnej tercji. Pesciego uratował Teravainen przekazując mu swój sprzęt, lecz tym samym to Fin stał się bezużytecznym gościem na lodzie co błyskawicznie wypatrzył Kuźniecow. Dograł zza bramki do Orpika, a ten wykorzystał broniącego powietrze Teravainena. Koniec, 2:0 dla Caps w rywalizacji. Hurricanes mogą odczuwać potężny niedosyt.

Ucieczka dnia: Predators zrywają się ze stryczka

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.