Taktyka wolnych agentów w dopinaniu spraw kontraktowych jest rożna. Jedni idą na żywioł i tylko czekają aż wybije 1 lipca, rzucając się od razu na długopis, żeby złożyć podpis pod umową, a inni czekają, rozmawiają i liczą na propozycję z klubu, który nie zaspokoił swoich potrzeb zaraz po otwarciu okna wolnej agentury Ten drugi sposób wybrał właśnie Marcus Johansson.

Jason Botterill, dyrektor ekipy z Buffalo, kiedy okazało się, że Sabres zostali po 1 lipca z pustymi rękoma, uspokoił fanów, że czas dla „Szabel” jeszcze nadejdzie. W sobotę 6 lipca klub „dogadał się” z Johanssonem, zawierając z nim dwuletni kontrakt, z którego zawodnik rocznie czerpać będzie zyski w kwocie 4,5 miliona dolarów. To pozwala 28-latkowi pozostać na tym samym pułapie płacowym, co przez ostatnie trzy sezony, najpierw w Washington Capitals, a dalej w New Jersey Devils, kończąc na Boston Bruins. W pierwszym roku zarobi pięć „baniek”, a pozostałe cztery będą mu wypłacone w ostatnim sezonie trwania kontraktu. Umowa zawiera klauzulę z nazwami 10 zespołów, do których Johansson w ciągu najbliższych dwóch lat na pewno nie trafi.

Uniwersalny ze specjalnością PP

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

Zdyscyplinowany gracz gwarancją sukcesu

Wspomnień czar

„Szable” mają plan?

Problem ze środkiem