Jedni go kochają, inni nienawidzą. To ten typ zawodnika, który swoimi decyzjami w karierze spowodował sporo poruszenia wśród kibicowskiej braci, a szczególnie tej w Newark, gdzie raczej Ilja Kowalczuk – bo o nim mowa – przyjaciół nie ma. W czasie lokautu w sezonie 2012/13 udał się jak wielu jego kolegów za chlebem do Europy. Występował w SKA Sankt Petersburg, po czym wrócił do USA, aby rozegrać skrócone rozgrywki, a następnie zrejterował do swojej rosyjskiej drużyny, pokazując Devils i ich fanom swoje cztery litery. Wydawało się, że po takim numerze to już koniec z NHL, a tymczasem po pięciu latach przerwy, pojawił się ponownie. Mało tego, w 2020 próżno szukać wielu nazwisk, o których można by powiedzieć, że są ciekawsze niż doświadczony Rus. Co dalej z tym hokejowym „ancymonem”? Z jednej strony w Montrealu go kochają, z drugiej może lepiej pozbyć się go przy okazji trwającego okna transferowego, stawiając na rozwiązania bardziej perspektywiczne?

Kanadyjskie odrodzenie

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

Dojrzał i zmądrzał, czy stwarza pozory?

Zostanie czy odejdzie?

Co trzeba dać, żeby go mieć?

W jednej linii z McDavidem?