Trudno uwierzyć, że od draftu 2014 minęło już 6 lat. Wydawałoby się, że takie nazwiska jak Aaron Ekblad, Leon Draisaitl czy William Nylander dosłownie wczoraj pojawiły się na największej hokejowej estradzie i najlepsze cały czas przed nimi, tymczasem w rzeczywistości mówimy o dorosłych mężczyznach, którzy w tym roku już ukończyli 24 lata lub ukończą 25 wiosen (ci urodzeni jesienią 1995). Mimo, że pewne nazwiska z naboru 2014 dopiero niedawno pojawiły się w NHL, a na debiut niektórych nadal czekamy, jedno możemy śmiało założyć: wszyscy są już ukształtowanymi sportowcami. Jeżeli ktoś do tej pory nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań to najprawdopodobniej już tego nie uczyni.
Chaos – to pierwsze słowo przychodzące mi do głowy w celu określenia pierwszej rundy filadelfijskiej imprezy. Bałagan rozpoczyna się już na samym szczycie. Najlepszy zawodnik z całą pewnością nie trafił do wybierających na początku Florida Panthers. Aaron Ekblad – trochę jak Tyler Myers kilka lat wcześniej – rozpoczął z bardzo wysokiego „C”, niestety od zjawiskowego debiutu wiele się pozmieniało. Przeszedł dwa udokumentowane wstrząśnienia mózgu w drugim i trzecim sezonie w NHL i znacząco obniżył loty. Pozostaje dobrym graczem, lecz na pewno nie został nowym Chrisem Prongerem, a do tej roli z uwagi na ogólną charakterystykę był szykowany. To w ogóle była runda niespełnionych nadziei. Samowi Reinhartowi daleko do potężnej ofensywnej broni, w dodatku zarzuca mu się, że jest całkowicie uzależniony od Jacka Eichela. Ustabilizował swoją formę w okolicy 20-25 goli i 50 punktów. Krzywdy nie ma, ale czy tego oczekujesz po #2 draftu…?
Reinharta z pocałowaniem rączki wzięliby
Więcej hokejowych historii i analiz w NHL w PL
w pakiecie premium
Darmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Komentarze pod tekstem