Siedemnaście lat temu Nashville Predators, jako jedna z najmłodszych organizacji w NHL, otrzymała od ligi szansę zorganizowania jednej z jej flagowych imprez – NHL Entry Draft 2003 odbył się właśnie w stanie Tennessee. Mimo, że rocznik młodych hokeistów pukających do bram hokejowego raju uchodził za niezwykle utalentowany, to raczej niewielu fachowców przypuszczało, z jak historycznym naborem będziemy mieli do czynienia. Zapraszam na wspominkową wycieczkę: wsiadamy do wehikułu czasu, przenosimy się do roku 2003 i wspominamy draft, w którym po raz ostatni pierwszy wybór został oddany innej organizacji, po raz ostatni z „jedynką” wybrano bramkarza, a w finale Igrzysk Olimpijskich 2010 przedstawiciele tej jednej klasy draftowej stanowili blisko połowę uczestników tego wielkiego wydarzenia.
Draft-pomnik. Nazwiska mówią same za siebie, czyż nie? W NHL przynajmniej zadebiutował KAŻDY z wybranych zawodników, Marc-Andre Pouliot (aż 192 występy) jest
Więcej hokejowych historii i analiz w NHL w PL
w pakiecie premium
Darmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Brayden Coburn i już wiem, kto pisał artykuł, aż tu nagle… szok! Tym razem to nie był redaktor Ruszel 😀
Getzlaf przed Bergeronem, serio? Rozumiem, że uwzględniamy realne potrzeby zespołów na tamten moment? Nawet mimo tego nie pasuje mi taki scenariusz, bo Patrice to zawodnik dużo bardziej kompletny.
Michał Ruszelodpowiada: Maharbal
Serio to nie ja pisałem? Ty rzeczywiście… HA HA HA!
Mówiłem że nie jestem taki najgorszy. Tzn. sam najgorszy 🙂
Otwieramy szampana:
Michał Ruszelodpowiada: Michał Ruszel
A tak już kompletnie poważnie – poprawiłem 🙂
Adrian Kowalodpowiada: Maharbal
Cholera, zawsze stawiam sobie za punkt honoru poprawne zapisywanie imion i nazwisk, PLAMA :/ Sprzeda ktoś dobrą niemiecką chemię gospodarczą żeby sprać? PRIV, tylko poważne oferty!
Co do wyższości Getzlafa nad Bergeronem lub odwrotnie: osobiście na przestrzeni kariery biorę Ryana, facet był przez równe 10 lat graczem na miarę punkt/mecz. Ostatnie dwa sezony to już owszem, delikatny spadek produkcji, coraz gorsze zdrowie i przede wszystkim drużyna zmieniająca kurs na bardziej przyszłościowy, ale przez wiele lat był w mojej ocenie wzorem regularności. Franchise player pełną gębą.
Co do Patrice’a: mam wrażenie, że w ostatnich latach stał się takim romantycznym bohaterem i ulubieńcem publiczności bez względu na sympatie klubowe. Szanowanie Bergerona stało się bardzo modne i w dobrym guście, bo lider, bo inteligentny, bo elegancki, normalnie taki „śliczny mister of America”. Oczywiście wiele w tym prawdy i słuszności, natomiast… Nie przesadzajmy z tą jego wielkością. Przez przeważającą większość kariery był graczem na poziomie ok. 60 punktów na sezon – w mojej ocenie to stanowczo za mało, aby klasyfikować go jako centra #1 z najwyższej półki. Mam świadomość wszelkich okoliczności: jego innych atutów, charakterystyki zespołu (zapewne w innym teamie niż Bruins, z mniejszą liczbą liderów grając więcej „lepszych” minut rokrocznie zdobywałby ich więcej), ale tej punktowej konfrontacji po prostu nie wytrzymuje.
Na pewno jego wielkim plusem jest odwrócenie procesu starzenia, o ile po Getzlafie widać trudy lat spędzonych na taflach, o tyle Bergy paradoksalnie dopiero po trzydziestce wszedł na najwyższy ofensywny poziom. Fenomen, acz tutaj zapewne swoje do powiedzenia mają panowie Brad M. i David P. 🙂 Podejrzewam, że te ostatnie lata niezwykle korzystnie wpływają na postrzeganie Patrice’a. Bardziej kompletny od Getzlafa? Pewnie tak, ale czy Ryanowi czegoś konkretnego brakowało? Ja nie potrafię wskazać w jego grze jakiejś konkretnej luki, może z wyjątkiem postępującej na stare lata awersji do strzelania (Thornton lubi to!). Podsumowując: detale, detaliki, ale gdybym miał dziś budować zespół gdzieś w 2005 roku, posiadał wiedzę, jakimi graczami będą obaj panowie przez lata swojej kariery, to rozpoczynam budowę teamu od Getzlafa.
Komentarze pod tekstem
Brayden Coburn i już wiem, kto pisał artykuł, aż tu nagle… szok! Tym razem to nie był redaktor Ruszel 😀
Getzlaf przed Bergeronem, serio? Rozumiem, że uwzględniamy realne potrzeby zespołów na tamten moment? Nawet mimo tego nie pasuje mi taki scenariusz, bo Patrice to zawodnik dużo bardziej kompletny.
Serio to nie ja pisałem? Ty rzeczywiście… HA HA HA!
Mówiłem że nie jestem taki najgorszy. Tzn. sam najgorszy 🙂
Otwieramy szampana:
A tak już kompletnie poważnie – poprawiłem 🙂
Cholera, zawsze stawiam sobie za punkt honoru poprawne zapisywanie imion i nazwisk, PLAMA :/ Sprzeda ktoś dobrą niemiecką chemię gospodarczą żeby sprać? PRIV, tylko poważne oferty!
Co do wyższości Getzlafa nad Bergeronem lub odwrotnie: osobiście na przestrzeni kariery biorę Ryana, facet był przez równe 10 lat graczem na miarę punkt/mecz. Ostatnie dwa sezony to już owszem, delikatny spadek produkcji, coraz gorsze zdrowie i przede wszystkim drużyna zmieniająca kurs na bardziej przyszłościowy, ale przez wiele lat był w mojej ocenie wzorem regularności. Franchise player pełną gębą.
Co do Patrice’a: mam wrażenie, że w ostatnich latach stał się takim romantycznym bohaterem i ulubieńcem publiczności bez względu na sympatie klubowe. Szanowanie Bergerona stało się bardzo modne i w dobrym guście, bo lider, bo inteligentny, bo elegancki, normalnie taki „śliczny mister of America”. Oczywiście wiele w tym prawdy i słuszności, natomiast… Nie przesadzajmy z tą jego wielkością. Przez przeważającą większość kariery był graczem na poziomie ok. 60 punktów na sezon – w mojej ocenie to stanowczo za mało, aby klasyfikować go jako centra #1 z najwyższej półki. Mam świadomość wszelkich okoliczności: jego innych atutów, charakterystyki zespołu (zapewne w innym teamie niż Bruins, z mniejszą liczbą liderów grając więcej „lepszych” minut rokrocznie zdobywałby ich więcej), ale tej punktowej konfrontacji po prostu nie wytrzymuje.
Na pewno jego wielkim plusem jest odwrócenie procesu starzenia, o ile po Getzlafie widać trudy lat spędzonych na taflach, o tyle Bergy paradoksalnie dopiero po trzydziestce wszedł na najwyższy ofensywny poziom. Fenomen, acz tutaj zapewne swoje do powiedzenia mają panowie Brad M. i David P. 🙂 Podejrzewam, że te ostatnie lata niezwykle korzystnie wpływają na postrzeganie Patrice’a. Bardziej kompletny od Getzlafa? Pewnie tak, ale czy Ryanowi czegoś konkretnego brakowało? Ja nie potrafię wskazać w jego grze jakiejś konkretnej luki, może z wyjątkiem postępującej na stare lata awersji do strzelania (Thornton lubi to!). Podsumowując: detale, detaliki, ale gdybym miał dziś budować zespół gdzieś w 2005 roku, posiadał wiedzę, jakimi graczami będą obaj panowie przez lata swojej kariery, to rozpoczynam budowę teamu od Getzlafa.