Całkiem niedawno 102-kilogramowy „Reavo” podpisał nową umowę z Golden Knights, powiedział on, że nie osiągnął jeszcze dwóch rzeczy w karierze. Nie wygrał Pucharu i nie został królem strzelców. Jak sam określił, ten drugi tytuł przeleciał mu koło nosa dosłownie o kilka bramek. Jednak nie ma co sugerować się żartobliwym podejściem Ryana. Rycerze nie podpisali go po to, by ten siedział na ławie albo upychał dziurę w składzie na zmianę siedząc w NHL albo w AHL. Ryan Reaves to nowa generacja ochroniarzy, to „zabijaka”, który już najpewniej jest wzorem do naśladowania dla przyszłych twardzieli w NHL. To dzięki niemu era hokejowych gladiatorów może wrócić, choć w nieco innej, bardziej wyrafinowanej i inteligentnej odsłonie.
Gdy nie ma policjantów, rządzą szczury
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
I za to kibice w Vegas go uwielbiają i nie wyobrażaja sobie druzyny bez niego. Błyskotliwy pod bramką przeciwnika nie jest, choć w tym sezonie trzeba mu przyznać, że dobrze sobie radzi. Zawsze jest gdy trzeba wstawić się za kolegą z drużyny, świetny kontakt ma z kibicami, duży dystans do siebie i to jak zamiata Kane’a w każdym meczu z Sharks i jak go doprowadza do furii jest poetyckie. Zresztą szpile też potrafi wbić jak Kane dostał zawieszenie jak sie rzucił na sedziego, to przyznał, że dobrze, że się nie rozpłakał w trakcie.