Całkiem niedawno 102-kilogramowy „Reavo” podpisał nową umowę z Golden Knights, powiedział on, że nie osiągnął jeszcze dwóch rzeczy w karierze. Nie wygrał Pucharu i nie został królem strzelców. Jak sam określił, ten drugi tytuł przeleciał mu koło nosa dosłownie o kilka bramek. Jednak nie ma co sugerować się żartobliwym podejściem Ryana. Rycerze nie podpisali go po to, by ten siedział na ławie albo upychał dziurę w składzie na zmianę siedząc w NHL albo w AHL. Ryan Reaves to nowa generacja ochroniarzy, to „zabijaka”,  który już najpewniej jest wzorem do naśladowania dla przyszłych twardzieli w NHL. To dzięki niemu era hokejowych gladiatorów może wrócić, choć w nieco innej, bardziej wyrafinowanej i inteligentnej odsłonie.

Gdy nie ma policjantów, rządzą szczury

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

Żołnierz przyszłości, ochroniarz jutra

Nie biję, bo tak.

Trzeba być bardzo bystrym, by uchodzić za debila

Co będzie dalej?