Każdy kibic ma jakieś swoje preferencje. Ulubiony zawodnik, ukochany klub i tak dalej. Jak wiemy życie nie składa się tylko z pięknych uczuć, dlatego też dziś przyjrzymy się najbardziej znienawidzonym drużynom w lidze. Och, jakie to okropne zespoły. Powinni już ich dawno usunąć z ligi.
Dziennikarze sbnation.com przeprowadzili ankietę, której wyniki dały odpowiedź na pytanie, które pięć drużyn ma najwięcej wrogów w NHL? Wyniki zobrazowane zostały w postaci poniższego wykresu. Krótko podsumowując, mamy tu trzech przedstawicieli Pierwotnej Szóstki, czyli klubów-założycieli NHL i dwie ekipy, które dołączyły później, ale zdążyły już wywalczyć Puchar Stanleya.
Najwięcej nienawiści niosą play-offy
Więcej hokejowych historii i analiz w NHL w PL
w pakiecie premium
Darmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Już tłumaczę mapę US&A z roku 2015:
– na terenach Bruins nie lubia Montrealu;
– w Nowym Jorku nie lubią Bostonu (na każdej płaszczyźnie sportowej, nie tylko hokejowej);
– na terenach Penguins nie lubią Flyers (swoją drogą pokazuje to jak małą popularnością cieszą się Pingwiny poza Pittsburghiem);
– na wschodzie nie lubią Pittsburgha, bo Pingwiny regularnie wycinały z play-offs wszystkie druzyny z ambicjami;
– na Florydzie nie lubią Bruins, bo wtedy Tampa regularnie zbierała oklep od drużyny z Bostonu;
– na terenach Blackhawks nie lubią Blues, bo akurat wtedy był to liczący się rywal, a do tego z sąsiedztwa (klimaty Norris Division);
– w stanch centralnych nie lubia Blackhawks, bo tam podobnie jak w Nowym Jorku nie lubi się klubów z Chicago jako lokalnego (w miarę) rywala, a do tego akurat byli na topie;
– w stanie Washington nie lubią Bruins, bo to tereny Canucks;
– na zachodzie nie lubią Kings, bo jest tam sumarycznie więcej fanów Sharks, Ducks i przyjezdnych niż Kings.
Czyli podsumowując, nie lubimy:
1. rywali zza miedzy;
2. tych co wygrywają (jeśli bija nas po drodze, to powód ten wskakuje na pozycję nr 1).
Komentarze pod tekstem
Już tłumaczę mapę US&A z roku 2015:
– na terenach Bruins nie lubia Montrealu;
– w Nowym Jorku nie lubią Bostonu (na każdej płaszczyźnie sportowej, nie tylko hokejowej);
– na terenach Penguins nie lubią Flyers (swoją drogą pokazuje to jak małą popularnością cieszą się Pingwiny poza Pittsburghiem);
– na wschodzie nie lubią Pittsburgha, bo Pingwiny regularnie wycinały z play-offs wszystkie druzyny z ambicjami;
– na Florydzie nie lubią Bruins, bo wtedy Tampa regularnie zbierała oklep od drużyny z Bostonu;
– na terenach Blackhawks nie lubią Blues, bo akurat wtedy był to liczący się rywal, a do tego z sąsiedztwa (klimaty Norris Division);
– w stanch centralnych nie lubia Blackhawks, bo tam podobnie jak w Nowym Jorku nie lubi się klubów z Chicago jako lokalnego (w miarę) rywala, a do tego akurat byli na topie;
– w stanie Washington nie lubią Bruins, bo to tereny Canucks;
– na zachodzie nie lubią Kings, bo jest tam sumarycznie więcej fanów Sharks, Ducks i przyjezdnych niż Kings.
Czyli podsumowując, nie lubimy:
1. rywali zza miedzy;
2. tych co wygrywają (jeśli bija nas po drodze, to powód ten wskakuje na pozycję nr 1).