6. miejsce w Dywizji Central, jeden z najgorszych w lidze bilansów bramek, słabiutkie statystki specjał teamy, brak jakiegokolwiek stylu i niezmiennie marna forma najlepiej opłacanych napastników – Ryana Johansena i Matta Duchene’a. Nawet do najbardziej optymistycznych kibiców Predators musiało już dotrzeć, że drużyna w obecnym kształcie zmierza donikąd. Najwyższy czas na gruntowną przebudowę i pożegnanie z co najmniej kilkoma ważnymi zawodnikami.
Zmiany w drużynie zapowiadał już jesienią David Poile. Wtedy miał na myśli wprowadzenie do składu kilku młodszych graczy i uzupełnienie drużyny grającymi twardo, silnymi fizycznie walczakami jak Nick Cousins czy Mark Borowiecki. Nowym przepisem na wygrywanie miał być powrót do stylu gry sprzed ery Petera Laviolette’a, czyli agresywna defensywa i nękanie przeciwnika na każdym centymetrze lodowiska. Skrócony przez pandemię sezon szybko zweryfikował możliwości zespołu. Predators nie tylko nie mają podejścia do mocnych Tampa Bay Lightning czy Carolina Hurricanes, ale długimi minutami wyglądają marnie nawet na tle Detroit Red Wings.
Szefowie klubu i sam menedżer mogą zaklinać rzeczywistość i wstrzymywać się z oceną, ale zarówno wyniki jak i styl gry drużyny (a raczej jego brak) dość jasno pokazują, że po kilku dobrych latach Predators wypadli z czołówki NHL. I raczej prędko tam nie wrócą.
Co się stało?
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem