Ksywa dnia: Bilbo w NHL
Ta noc zapowiadała się atrakcyjnie przede wszystkim na „głośny” debiut, jaki miał się dokonać w barwach Canadiens. Cole Caufield to jedno z głośno „dmuchanych” przez kanadyjskie media nazwisk, oczywiście nie bez powodu. Utalentowany chłopak dostał szansę na wyjście po raz pierwszy na lód w starciu Habs z Flames, meczu który Montreal zakończył zwycięsko… ale do czego Caufield żadnymi konkretnymi działaniami się nie dołożył.
Starcie ekip bezpośrednio walczących o ostatnią lokatę dającą udział w play-offach nie poraziło atrakcyjnością. W pierwszej tercji kto miał przewagę liczebną ten strzelał gola, po niej był bramkowy remis. W drugiej szala minimalnie przechyliła się na stronę Habs i tak już zostało. Tyler Toffolli jeszcze raz udowodnił swoją wartość dochodząc do „ćwiartki” goli w tym sezonie.
Caufield dawał na swoim zmianach z siebie wszystko, dostał sporo, bo 15 minut na lodzie w tym dwie w przewagach liczebnych. Czterokrotnie próbował uderzać, nic jednak z tego nie wyszło. Największym konkretem po jego pierwszym występie w NHL stał się…
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
Dobry.
Absencje to jedno, ale Jets się po prostu skompromitowali.
9 do 1 dla Edmonton w dwóch spotkaniach – wstyd.
Wystarczy.