Przed rozpoczęciem rywalizacji Oilers z Jets powszechną była opinia, że ekipa z Edmonton jest wyraźnym faworytem, a dyskusyjna pozostaje właściwie tylko kwestia liczby meczów potrzebnych Nafciarzom do wywalczenia awansu. Grono osób wskazujących na sukces Odrzutowców było na pewno znacznie mniejsze, ale koniec końców to oni mogli zakrzyknąć: „A nie mówiliśmy!”

To, cytując klasykę polskiego kina, „co się stało, że się zes…” Ekhm. To znaczy, dlaczego McDavid i spółka po raptem czterech meczach tegorocznych play-off przenoszą się w zacisze domowe, by doglądać nowo narodzonego potomstwa albo ruszają na podbój golfowych pól w cieplejszych od Alberty rejonach Ameryki Północnej? Najprościej byłoby napisać, że zawiedli liderzy Oilers, że play-offy ich przerosły. Prawdą jest jednak to, że powodów jest zgoła więcej, a do tego znaczna ich część nie wiąże się ze słabościami ekipy Dave’a Tippetta, a wynika z postawy zaprezentowanej przez graczy Jets. Tak krytykowany często trener Paul Maurice po serii z Oilers musiał z uśmiechem spojrzeć na swoją twarz w lustrze, czując, że wykonał ze swoimi współpracownikami kawał dobrej roboty. Bo tak też było.

Miał być król Connor, był król Connor!

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

Raz Lowrym, raz młotem…

Kasowanie formacji specjalnych Oilers

Trzy zamazane litery (RNH)

Co dalej?