Stop! Trenerska karuzela w NHL właśnie oficjalnie przestała się kręcić. Ligowi menedżerowie na razie (słowo klucz) obsadzili wszystkie wakaty. Pierwszego coacha w historii znaleźli Seattle Kraken, co już zdążyliśmy dla Was przeanalizować, wyczekiwany powrót na ławkę spotkał Gerarda Gallanta, nową twarz do NHL zaprosili Coyotes, a w Buffalo i Carolinie uznano, że najlepszym ruchem będzie zachowanie status quo.
Carolina Hurricanes – Rod Brind’Amour z nowym kontraktem
Największym wygranym okazali się Carolina Hurricanes. Klub z Raleigh nie zatrudnił nikogo nowego, ale przecież nie było takiej potrzeby. Należało za to koniecznie przedłużyć kontrakt z Rodem Brind’Amourem. Po wielu tygodniach, a nawet miesiącach negocjacji, udało się osiągnąć porozumienie. Dodajmy, że dopiero w momencie gdy rozeszła się wieść o dogadaniu nowej umowy z RBA, ruszyło ligowe domino. Czyżby inne kluby czyhały na zerwanie negocjacji między Tomem Dundonem, właścicielem Huraganów, a Brind’Amourem? Wiele na to wskazuje. Ostatecznie 50-letnia żywa legenda Caroliny podpisała kontrakt na kolejne trzy sezony, co zresztą odbiło się szerokim echem w środowisku trenerskim.
Congratulations to 2021 Jack Adams Award winner, Rod Brind'Amour! 👏 #NHLAwards pic.twitter.com/SYNMZJcRJe
— NHL (@NHL) June 17, 2021
Wróbelki ćwierkają, że wielu innych szkoleniowców ma Brind’Amourowi za złe, że zgodził się na proponowane przez Hurricanes warunki. Nieoficjalnie mówi się, ze Rod będzie otrzymywać rocznie 1,8 mln dolarów. Gość, który jeszcze nie zdążył ustawić świeżo wygranej statuetki Jack Adams Trophy dla najlepszego trenera roku w swojej gablocie, zgodził się na wyjątkowo skąpą propozycję Toma Dundona, plasująca go w trzeciej dziesiątce pod względem zarobków. Mówiąc krótko: Rod znacząco popsuł rynek. Jeszcze niedawno, by zatrudnić topowego szkoleniowca o porządnej reputacji, trzeba było położyć na stole minimum 4 mln dolarów (Trotz), a często nawet sporo więcej (Laviolette w WSH 4.9 mln, Joel Quenneville w FLA 5.25 mln, Alain Vigneault w PHI 5 mln). Owszem, Brind’Amour akurat o kasę specjalnie martwić się nie musi, ale takiego komfortu nie mają choćby jego współpracownicy. A to o nich toczyła się wielodniowa batalia negocjacyjna. Rod oczekiwał, że zostanie z nim cały jego sztab. Utargował, co chciał, ale na niekoniecznie korzystnych warunkach dla swoich ludzi. To nie tak, że „Brindy” wziął mniej, by asystenci dostali więcej. Wszyscy zostali potraktowani równie skąpo, jego współpracownicy również otrzymali proporcjonalnie mniejsze oferty.
Zostawmy forsę – grunt, że Kanadyjczyk zostaje w 'Canes. Bardzo mu na tym zależało, a klubowi powinno było zależeć jeszcze bardziej. Z początku podchodziłem do zatrudnienia RBA ze sporą rezerwą… Albo dobra, nie będę owijać w bawełnę: sądziłem, że to kolejny przykład hokejowego nepotyzmu, zatrudniania kogoś za zasługi. Żeby nie było: nadal uważam za śmieszne, że najlepiej nadającym się gościem na dane stanowisko jest AKURAT były zawodnik danej drużyny. Twierdzę, że takimi działaniami NHL sama od środka się ogranicza, ale to temat na inną dyskusję. Bezapelacyjnym faktem jest, iż Brind’Amour w Hurricanes zwyczajnie się sprawdził. Prowadzi klub bez zarzutu, wypracował ciekawy, efektowny styl gry, zawodnicy są w niego wpatrzeni jak w obrazek, ma niesamowity posłuch. Podejrzewam, że gdyby kazał jakiemuś zawodnikowi skoczyć z mostu, ten spytałby, z którego i o której.
Ocena ruchu Hurricanes: ![]()
New York Rangers – Gerard Gallant na 4 lata
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem