Po słabych występach swoich bramkarzy, w tym namaszczonego na długoletni numer jeden, Cartera Harta, menedżer Philadephia Flyers przystąpił do tegorocznego off-season z mocnym postanowieniem przemeblowania swojej tylnej formacji. Ruchów wykonał co nie miara, a wszystko zwieńczył pozyskaniem Rasmusa Ristolainena z Buffalo Sabres. Czy było warto? Czy to się może udać? Przeanalizujmy wszystko po kolei…
Ostatnie dni poprzedzające tegoroczny draft, to nie był spokojny czas w mieście braterskiej miłości. W czwartek były kandydat do Calder Trophy, Shane Gostisbehere został wypchnięty do Arizona Coyotes w towarzystwie dwóch wyborów w drafcie, jedynie za zwolnienie miejsca pod czapką płac, a już dzień później Fletcher wykorzystał je z nawiązką, pozyskując fińskiego obrońcę, którego jak sam twierdzi chciał mieć u siebie już od dobrych trzech sezonów. Wiemy, że spełnianie marzeń bardzo często wiąże się z dużymi kosztami i tak też było w tym przypadku. Do Buffalo trzeba było wysłać obrońcę Roberta Hagga, wybór w pierwszej rundzie tegorocznego draftu i wybór w drugiej rundzie w edycji 2023. Dodając do tego paczkę wysłaną do Arizony, zbiera nam się całkiem sporawa sumka. To wszystko za usługi fińskiego obrońcy, któremu pozostał rok obecnego kontraktu i który bardzo polaryzuje obserwatorów ligowych zdarzeń.
Wybrany z wysokim ósmym numerem draftu 2013, defensor rodem z Turku już wcześniej uchodził za bardzo ciekawego gracza, który w młodym wieku z powodzeniem rywalizował w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju, jak również walnie przyczynił się do zdobycia przez Finów mistrzostwa świata juniorów w 2014 roku, strzelając zwycięskiego gola w dogrywce finału tamtego turnieju przeciwko Szwedom. Na NHL-owy lód w bluzie Sabres wyjechał już na premierowy mecz rozgrywek 2013/14, które dzielił także na grę w AHL-owym zapleczu, ale przez następne siedem sezonów grał wyłącznie dla Buffalo, notując 245 punktów w 542 meczach rozgrywek zasadniczych. To przeogromny bagaż doświadczeń dla wciąż tylko 26-letniego hokeisty. Inna sprawa, że te doświadczenia były niemal wyłącznie o posmaku gorzkim. Ristolainen nie sprostał oczekiwaniom, jakie miał wobec niego zespół, który wybrał go w drafcie. Przynajmniej częściowo stał się też jednak ofiarą bardzo szybkiego wprowadzenia do ligi i rzucenia na głęboką wodę ciężkich minut. Buffalo przez cały długi czas pobytu Ristolainena w ich składzie, nie byli w stanie zbudować ekipy z pozytywnym rekordem zwycięstw. Nawet jeśli wokół niego byli utalentowani gracze, to akurat formacja obronna nigdy nie była jakoś szczególnie mocno obudowana, więc on sam grał dużo albo bardzo dużo.
Something a lot of people aren't aware of:
1. Risto's minutes actually /did/ get cut in the past two seasons, from 25-26 minutes a night in '15-'19 to 22-23 in the past two seasons.
2. It made his numbers even worse pic.twitter.com/lGEObZMV3R
— JFresh (@JFreshHockey) July 23, 2021
Jeśli jednak winą za słabą grę Ristolainena obarczać Buffalo, to działa to też
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem