One-two punch dnia: środek Kings
Wszystkie trzy tercje w rywalizacji Kings z Golden Knights wygrała ekipa z Los Angeles i nie był to ani przypadek ani łut szczęścia. Tylko przez chwilę Złoci Rycerze prowadzili 1:0 po trafieniu obrońcy Shea Theodore’a, ale nieco ponad dwa minuty później znów był remis, a Anże Kopitar przed końcem pierwszej tercji przechylił szalę na korzyść Królów. Szala ta pozostała przechylona aż do końca.
Kopitar zanotował hat tricka, na listę strzelców wpisał się także Phillip Danault, a wyposażona w taki zestaw zawodników drużyna gospodarzy sprawnie radziła sobie na środku lodowiska z niezmordowanym Chandlerem Stephensonem pierwszym centrem Vegas… Problemem dla Złotych Rycerzy nie jest tylko porażka, ale także 1) kontuzja Marka Stone’a który opuścił lodowisko w 2T 2) Słaba forma Robina Lehnera, który został zmieniony na 3T przez Laurenta Brossoit.
Niezaszczepiony dnia: zdobył hat tricka w jedną tercja
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
„Na rozgrzewce golkiper CBJ grał z bluzą Kivlenieksa, a klub zastrzegł numer 80 podwieszając pamiątkowy baner pod dachem hali.” – co ciekawe Merzlikins miał na sobie 80 również podczas meczu. Tu pytanie do specjalistów – czy kojarzycie może jakieś wcześniejsze sytuacje, że „było grane” z zastrzeżonym numerem?
Polecam obejrzeć dogrywkę PIT – FLA – zagrania Barkova coś pięknego.
Grania z zastrzeżonym numerem nie kojarzę, ale ciekawa historia miała miejsce w Bostonie w grudniu 1987 roku. Bruins zdecydowali o zastrzeżeniu „7”, w której grał w ich barwach Phil Esposito. Na przedmeczową rozgrzewkę Ray Bourque wyjechał w swojej bluzie z numerem „7” (grał z nim od początku kariery), po czym podjechał do Esposito, wręczył mu bluzę z „siódemką” i jego nazwiskiem, a swoją zdjął i po raz pierwszy zagrał w „77” (grał w niej do końca swojej kariery, także po przeprowadzce do Avalanche).
Dzięki Kamil, nigdy nie rozczarowujesz ze swoimi opowieściami 🙂
Obejrzałem sobie wczoraj Ottawę i poza grą gospodarzy bardzo spodobało mi się ogłoszenie faktu podpisania „brejdikaczukowego” kontraktu. Widać że z Brady’ego niezły „jajarz” I jeszcze na dokładkę kolejne „piłkarskie” trafienie zalicza Tierney. Zwycięstwo Senatorów jest wisienką na zarwanonockowym torcie.
Pozdrawiam
Adaś 😉
Nr tego Łotysza pod dachem to jeszcze większy dowcip niż to, co proponuje się w memach wieszać w Nashville. Jaki klub, tacy bohaterowie. Cyrku w US&A ciąg dalszy.