Przed czterema laty Jarome Iginla kończył sportową karierę. Ostatnie koncerty dawał nieco na uboczu, gdyż dwa finałowe miesiące spędził w marzących o wakacjach Los Angeles Kings. Wspaniały napastnik oczywiście z Królami specjalnie kojarzony nie jest: mówisz Iginla, myślisz Calgary Flames. To właśnie w klubie z płonącym C na bluzie występował przez siedemnaście lat swojej kariery, dopiero u jej schyłku opuszczając prowincję Alberta. W poniedziałek został zaprezentowany w Hokejowej Galerii Sław od razu w pierwszym roku kwalifikowalności dostając zaproszenie do wstąpienia w prestiżowe szeregi.

Co robi największe wrażenie?

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

Idealny prototyp kanadyjskiego hokeisty

Zdrowie konia w złote lata

Zabrakło mu towarzyszących żołnierzy

Ulubiona migawka z kariery Iggy’ego, to nie złoty gol z IO

Logiczne nieścisłości końca kariery

Przegrał tylko w Turynie