Wielkie kanadyjskie głowy, specjaliści od hokejowego PR-u i dziennikarze z pod znaku płaszcza i wazeliny od lat uczą kibiców, że dobry obrońca to zawodnik, który pcha się do ataku, dużo strzela, często zostawia za sobą rywala będą w akcji ofensywnej, a jego „gorszy kolega” zostanie z tyłu żeby bronić własnej strefy w razie straty. Na meczu gwiazd nie raz bywał Erik Karlsson czy Brent Burns, czyli zawodnicy grający na pozycji defensorów nie mający o tym zbyt wielkiego pojęcia. Innym przykładem jest Kris Letang, który gra w ataku, choć ustawiony jest na pozycji defensora. Ci „gorsi” koledzy to zawodnicy, dzięki którym piękni panowie mogą wdzięczyć się do kamer. To właśnie ci koledzy bronią, grają ostro i dają w zęby kiedy trzeba, a Mark Borowiecki jest tego fenomenalnym przykładem.

„A ch*j, bo poszliśmy w bój”

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

To nie jest bajka o kolejnym zabijace

Co dostali Nashville Predators?

Pogromca rowerowych złodziei