Tłumaczenie tekstu z Players Tribune, w którym Braden Holtby odsłaniał „kulisy” mistrzowskiej szatni Capitals z 2018 roku. Jest o grze wideo Mario Kart, są wzmianki o początkach kariery Holtby’ego obecnie grającego dla Stars, są też wspomnienia ze zwycięskich finałów i słynnego „The Save”.
Najważniejszą rzeczą w grze Mario Kart są efekty dźwiękowe. To dlatego ta gra jest tak świetna, przynajmniej dla mnie. Wiecie, wychowałem się na farmie w Saskatchewan, gdzie mieliśmy 900 krów, więc żaden ze mnie koneser gier wideo. Ale moim skromnym zdaniem, jeśli już grać w Mario Kart, to tylko na konsoli N64. To kluczowa sprawa, bo wtedy ma się do tego kontrolery z krótkim kablem, więc wszyscy muszą siedzieć nachyleni zaraz przy ekranie.
No i są te old schoolowe efekty dźwiękowe. Człowiek się czuje zupełnie jakby to był prawdziwy sport.
Jeśli nie wiecie, o czym mówię, to wyobraźcie sobie pokój hotelowy pełen dorosłych facetów zebranych na kupie wokół telewizora. Za kilka godzin czeka nas najważniejszy mecz hokeja w życiu, a wszyscy krzyczymy z włoskim akcentem: „ŁELKOM TU MAAARIO KAAART!!!!!”.
Tak w ogóle, to to wszystko był pomysł Nate’a Schmidta. Kilka sezonów temu poszedł do sklepu ze starymi grami w Toronto i kupił używaną konsolę Nintendo 64. W trasie zawsze mamy dużo czasu wolnego, zwłaszcza podczas playoffów, więc to był strzał w dziesiątkę. No ale wiecie jak jest z takimi rzeczami. Najpierw to był taki żart – Nate siedział z kilkoma innymi chłopakami u siebie w pokoju po porannym treningu i sobie grali.
Ale potem zaczęły się docinki w szatni.
– Szkoda, że nie widziałeś jak przywaliłem Beagsowi muszelką na Rainbow Road! Zaraz przed linią mety! Idealne trafienie.
W życiu wcześniej nie miałem konsoli, więc nie miałem pojęcia, o czym oni w ogóle mówią. Ale wtedy, wiecie… wracałem akurat z kolacji czy coś, no i usłyszałem chłopaków krzyczących w jednym z pokoi:
– ŁIIIIIIIIIIIII! Bum!! I po tobie! Po tobie!

Zaciekawiło mnie to. Ani się obejrzałem, a podczas playoffów już z pół drużyny oglądało wspólnie rozwój gry na ekranie. Wiecie jak to jest z hokeistami – nie odpuścimy żadnej okazji do rywalizacji. Mieliśmy grupę bardzo zaangażowaną w wygrywanie, oraz zespół wspaniałych komentatorów.
– Złapał skórkę od banana! Luigi ma skórkę od banana! Oshie jest w tarapatach! MAMMA MIAAAA!
To była komedia.
Myślę, że zaangażowaliśmy się w to tak bardzo też dlatego, że playoffy to taki stresujący i obciążający okres. Długo przebywa się z dala od rodziny i chłopaki muszą po prostu trochę wyluzować, jak podczas zabawy z kumplami z dzieciństwa.
Właśnie takiej atmosfery chcieliśmy podczas zeszłorocznych playoffów. Nikt w nas do końca nie wierzył, więc pomyśleliśmy: Czemu nie?
W sumie t nie musieliśmy nawet specjalnie myśleć o tej atmosferze, ona po prostu sama z siebie była wspaniała.
Nigdy nie zapomnę, jak któregoś dnia przed finałami, ktoś… to był chyba Oshie, powiedział:
– Jeśli wygramy, zrobię to. Przysięgam, wytatuuję go sobie.
Ktoś odpowiedział: „A weź, nie zrobisz tego!”.
– Och, jeszcze zobaczysz – odpowiedział Oshie. – Jeśli wygramy Puchar Stanleya… Zrobię sobie tatuaż Mario.
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
Ależ zajebisty tekst…