Jeszcze żaden z zawodników, który w danym sezonie zarabiał co najmniej 10 milionów nie zdobył Pucharu Stanleya. Oczywiście to tylko magia liczb, bo w przeszłości zdarzało się, że procentowy udział jednego zawodnika w salary cap całej drużyny był wysoki (wyższy niż 10 mln obecnie). Czy jednak w ogóle opłacalne z punktu widzenia organizacji jest, by by aż tyle płacić pojedynczemu zawodnikowi? Może lepiej podzielić to na pół i posiadać dwóch naprawdę solidnych graczy do drugiej formacji obrony lub ataku? Pewnie prawda jest gdzieś pośrodku, ale statystyki jednak są bardzo nieubłagane. W tym momencie w NHL jeździ po taflach czternastu hokeistów, którzy zabierają co najmniej 10 milionów z salary cap (lub tak będzie od sezonu 2022-23). Czy któryś z nich w ogóle w najbliższym czasie może myśleć realnie o tytule?
Stan konta ważniejszy od reszty
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem