Sezon NHL to z reguły wyścig po najwyższe zdobycze punktowe, największą liczbę asyst a także śrubowanie personalnych rekordów. Jednym z takich wyścigów był tegoroczny bieg po tytuł hokejowego człowieka z żelaza, czyli „Iron Mana” – zawodnika, którego zasługą dla historii ganiania za gumowym krążkiem będzie najdłuższa passa bez opuszczenia choćby jednego spotkania. Rozpływające się nad zawodnikami media, pełne podziwu gazety, studia telewizyjne i podcasterzy, tony lukru wylewające się na Phila Kessela i Keitha Yandla towarzyszyły nam przez całą kampanię. Ostatecznie wygrał ten pierwszy, ale śmiało można powiedzieć, że zrobił to na wielu, wielu garbach. Wielu musiało przegrać, by „Phil the thrill”  mógł wygrać.

Co trzeba zrobić, by zostać Iron Manem w NHL?

Aby zagrać niemal 1000 spotkań z rzędu, trzeba pójść jedną z dwóch ścieżek. Pierwsza wymaga niezłomnego zdrowia, które wymaga niestety doskonałego, niezależnego od nas DNA. Po drugie, musimy zawsze dbać o możliwie najwyższą formę. Trzy, musimy być przydatni w lidze NHL przez tak długi okres, bo jest zdecydowanie najtrudniejszym z czynników. Po czwarte, musisz zachowywać się na tyle ładnie, by po drodze żaden sędzia ani żaden komisarz nie zechciał usadzić cię na choćby jedno spotkanie. Wreszcie po piąte, musimy mieć cholerne, ale to cholerne szczęście. Prób pobicia tego rekordu było wiele, a większość z pretendentów „spadła z rowerka” na pewnym etapie walki.

Warunek zdrowia i szczęścia w końcu nie został spełniony przez Jaya Bouwmeestera, który w 2014 roku, po rozegraniu 737 spotkań z rzędu najechał na wyrwę w lodowisku. Kilka lat później, Jay dozna zawału serca i będzie musiał zakończyć długą karierę. Passa Patricka Marleu miała skończyć się w 2019 roku, gdy sezon zaczął się bez jego udziału. Jego passa przetrwała jednak z powodu technikaliów, a konkretnie z powodu braku kontraktu, co sprawiało, że Patrick nie był w tym momencie zawodnikiem NHL, więc z technicznego punktu widzenia jego passa nie została przerwana. Bramkarz Maple Leafs czy Blackhawks, Glenn Hall, rozegrał w latach 502 spotkania z rzędu, co na dzisiejsze warunki wymagałoby sterydów, formy i leków anabolicznych jeszcze ludzkości nieznanych.

Dlaczego Keith Yandle nie był problemem?

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.