Każdy dobry trener powie, że zwycięski zespól tworzy się od tyłu. Zaraz przed znakomitym bramkarzem musi znajdować się para doskonałych obrońców. Defensorzy to najlepiej jeżdżący łyżwiarze w drużynie, najczęściej najbardziej przytomni i umiejący czytać grę zawodnicy danej ekipy. Część z nich para się grą ofensywną, część doskonale sprawdza się w destrukcji poświęcając zdobycze punktowe na rzecz bronienia własnej tercji. Pewna grupa specjalizuje się w blokowaniu strzałów, co czynią na różne sposoby. Odsetek z tych z kolei preferuje ratowanie własnego bramkarza… przyjmując wystrzelony z impetem krążek własnym ciałem. Mało kto wie jednak, że większość zawodników, którzy decydują się na tak ofiarną grę w hokeja skraca sobie karierę, a czasem i życie o ładnych kilka lat.

Beton i tytan wypełniają ich ciała

Jako absolutnego weterana, mistrza i specjalistę od blokowania strzałów własnym ciałem, historia wskazuje – najwyraźniej szaleńca – Brenta Seabrooka. Defensor ekipy Blackhawks, który bardzo znacznie przyczynił się do sukcesów sprzed kilku lat, zaliczył ponad dwa tysiące sytuacji, w których krążek uderzył jego, zamiast wpaść do siatki. Pomijając fakt, że najwyraźniej w ekipie Jastrzębi ta odmiana sportu ekstremalnego wydaje się być niezwykle popularna (w czołówce klasyfikacji wszech czasów jest kolega klubowy Seabrooka – Duncan Keith z ponad 1800 zablokowanych strzałów), Seabrook zdawał się mieć ciało z tytanu, betonu  i jakiejś kosmicznej substancji, która sprawiała, że w pierwszych kilkunastu latach kariery grając w tak szalony sposób, zawodnik opuścił łącznie… niewiele ponad 30 spotkań.

Defensor, który doskonale frustrował rywali sposobem gry, nieustępliwością i bardzo ofiarną postawą stawał się też ofiarą ataków. Kilkakrotniezdarzyło mu się wylądować w boksie po soczystych zagraniach ciałem. Jednak to blokowanie strzałów sprawiło, że organizm zawodnika odmówił posłuszeństwa. Jeśli można mówić tu  o jakimkolwiek szczęściu czy łagodnej formie zapłaty za okaleczanie się cudzymi strzałami przez kilkanaście lat, to właśnie Seabrook może nazywać się „szczęściarzem”. Lista „popsutych” części zawodnika w ostatnich jego latach obecności w NHL wyglądała tak, że gdyby Brent był samochodem, towarzystwo ubezpieczeniowe stwierdziłoby szkodę całkowitą.

Zawodnik w ostatnich miesiącach swojego bytu w NHL musiał przejść operację prawego barku, która wykluczyła go na ponad pół roku. Seabrookowi pokrojono także prawe biodro. Co ciekawe, po tej operacji konieczna była z kolei operacja lewego biodra, co lekarze wiedzieli jeszcze przed poprzednim zabiegiem. Kontuzja, wiek i niesnaski na linii Hawks – Seabrook najpewniej doprowadziły do tego, że zawodnik w barwach Chicago na lód już nie wyszedł. Może on jednak mówić o sporym szczęściu, bo taki sposób gry dał mu kilkanaście lat gry na poziomie NHL – lub jakimkolwiek innym. Nie wszyscy mogą mówić o takim szczęściu, a niektórzy o dziś mają szczęście, że w ogóle mogą mówić….

Złamali mu szczękę, by ratować mu życie

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.