Wraz ze zbliżającym się zamknięciem okienka transferowego w NHL (3 marca) Rob Blake, menadżer Los Angeles Kings, będzie musiał podjąć trudną decyzję odnośnie obsady pozycji bramkarza na końcówkę sezonu zasadniczego i potencjalne play-offy. Zadanie to nie należy do łatwych z kilku powodów. Po pierwsze – Królowie tak naprawdę są „na dorobku”, nadal mają w swoim składzie kilku wysoko opłacanych weteranów pamiętających tryumfy z 2012 i 2014 roku. W takim wypadku oddawanie wyborów w drafcie czy młodych zawodników nie wydaje się być uzasadnione.

Do tego dochodzi kwestia Jonathana Quicka, który co prawda w tym sezonie broni kiepsko, ale ma sympatię fanów i zyskał już status klubowej legendy. Sprowadzenie innego poważanego w lidze nazwiska mogłoby się zakończyć konfliktem wewnątrz klubu, z czym mieliśmy do czynienia dwa sezony temu w Vegas (Fleury-Lehner) czy w zeszłym roku w Minnesocie (Talbot-Fleury). Obie drużyny nie wyszły dobrze na posiadaniu dwóch gwiazdorskich „jedynek”. Co zatem zrobić, aby wzmocnić tę pozycję, a przy tym drużynę?

Prezent od św. Mikołaja

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.

1. Zaufać weteranowi

2. Odpuścić i sprzedawać

3. Przyjrzeć się rynkowi bramkarzy