NBA już dawno temu zdecydowało się na – nie bójmy się tego określenia – „świętokradztwo”. Liga sześć lat temu postanowiła jawnie, bez ogródek i z pełną świadomością popełnianego czynu zgwałcić koszulki zawodnicze reklamami wszystkiego, co będzie chciało zapłacić na znalezienie się obok lodówki przerośniętego szerszenia, dinozaura albo byka. Niemal od razu pojawiły się głosy, że NHL czeka to samo, że to w ogóle jest nieodwracalna przyszłość sportu w Ameryce, który długo opierał się tym trendom. Nasza kochana NHL nie ulegała tej pokusie bardzo długo. Dzielnie chciała udowodnić, że mniejszy może mieć czasem racje, i że pieniądze to nie wszystko. Ostatni bastion padł jednak pod naporem trudnych ostatnio finansowych lat, kryzysów i bieżących potrzeb. Co będzie dalej?
Długo było pięknie, zbyt pięknie
Bettman jak zwykle mydlił ludziom oczy
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
Brak reklam to jeden z głównych powodów, który przyciągnął moje zainteresowanie do amerykańskich rozgrywek. Taki romantyzm bez muzy komercji. Co ciekawe, w czasach Jordana na koszulkach koszykarskich nie było nawet logo producenta sprzętu! Podobnie w piłce nożnej. W pierwszej połowie lat 90tcyh jeszcze w finale Pucharu Mistrzów drużyny były zobowiązane do gry bez reklam na koszulkach. 10 lat wcześniej, w roku 1984, wybuchł skandal tuż przed finałem, bo Liverpool ośmielił się mieć maleńki znaczek Umbro na trykotach. Sprawa stanęła na ostrzu noża, bunt telewizji był taki, że całkiem realne było odwołanie meczu. Ostatecznie ustąpili Anglicy zaklejając logo producenta.
Mam taką cichą nadzieję, że na jednej reklamie się skończy w NHL. Optymizm opieram swój na tym, że jedna jedyna reklama na koszulce jest dużo bardziej widoczna niż gdyby było ich więcej. Czyli czysty merkantylizm, bo nic innego to tych łbów nie dociera. Oby tylko nie zamieniła się reklama miejscem z herbem klubowym.
Smutne, ale nie mam złudzeń, że raczej nie da się tego uniknąć. Na razie te logotypy nie kłują zbyt mocno w oczy (jeszcze), ale fakt, w europejskim hokeju jest dramat z ilością reklam na koszulkach. W ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata w hokeju Elity zażenowanie budziło we mnie mocne wyeksponowanie symboliki głównego sponsora reprezentacji Finlandii, którym była…sieć sklepów LIDL 🙁 Co zabawne, w owych sklepach wówczas (Finlandia była gospodarzem turnieju) sprzedawano koszulki reprezentacji Finlandii, ale bez logo sklepu 😛