W ostatnich dniach w NHL sytuacja Jaya Woodcrofta i jego najbliższych współpracowników przypominała los skazańców, oczekujących w celi na wykonanie wyroku. Niby nikt spośród włodarzy Oilers głośno tego nie mówił, ale jasnym było, że jeśli zespół nagle nie zaskoczy po katastrofalnym starcie sezonu, to sztab szkoleniowy zostanie zdymisjonowany. Nafciarze nie byliby jednak sobą, gdyby nawet w takiej sytuacji nie pokusili się o nieco niezrozumiały ruch.
Cztery kolejne porażki, które nastąpiły po wygranej Bitwie o Albertę na Commonwealth Stadium, nie przyniosły informacji o zwolnieniu trenera. Gdy wydawało się, że ostatnia z tych przegranych przeciwko cieniującym równie mocno (choć bardziej planowo) Sharks będzie decydująca, to jednak w meczu przeciwko Kraken na ławce znów stanął Woodcroft. Zespół się przełamał, odniósł zwycięstwo, a władze klubu z Edmonton kilkanaście godzin później ogłosiły rozstanie ze szkoleniowcem. Cóż, człowiek niby czuł i wiedział, ale i tak delikatnie go zaskoczono.
Cóż więc, cytując polski filmowy klasyk sprzed ponad dwóch dekad, się stało, że się zesr… A zresztą… Umówmy się, że
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
To sterowanie przez McDavida jako żywo przypomina sytuację Barcelony i Messiego i jak wiadomo nic dobrego z tego nie wyszło…