Przenieśmy się wstecz, przed czasami Quinna Hughesa w NHL. Hala Toronto Marlboros mieści się w tym największym kanadyjskim mieście, niedaleko międzynarodowego lotniska Pearson Airport, na terenie sportowego kompleksu Canlan Sports, gdzie znajdują się m.in. cztery pełnowymiarowe lodowiska spełniające standardy NHL. To właśnie tu Quinn Hughes został hokeistą.

Autorka: Agatha Rae

Zawodnik jest Amerykaninem, ale dorastał w Toronto, gdzie jego ojciec pracował dla Maple Leafs. Dzięki temu, nastolatek spędzał na ich lodowisku każdy piątek samemu grając w juniorach spod szyldu Malboros. Po swoich treningach i meczach zawsze zostawał dłużej na hali i patrzył jak nieco od niego starsi Connor McDavid i Dylan Strome wyciskają z siebie siódme poty i w niczym nie ustępują najlepszym zawodnikom z okręgu i prowincji. Ambicja oraz presja, którą wtedy czuł chcąc im najpierw dorównać a następnie przegonić ukształtowały go jako hokeistę.

– Mecze w Marlboro znaczyły dla mnie dosłownie wszystko. Nie chcę dramatyzować, ale prawda jest taka, że albo takie rzeczy cię zahartują, albo nic tu po tobie. Masz tylko te czternaście, albo piętnaście lat, a wiesz, że trybuny kłębią się od skautów, czy to z GTHL, z OHL, czy z lig uniwersyteckich. Czujesz tę presję. Trzeba z nią sobie poradzić.

Hughes poradził sobie świetnie. Od 2019 roku gra w Vancouver, od tego sezonu jest kapitanem Canucks, gra wyśmienicie, jest liderem tego sezonu wśród punktujących obrońców, ale przoduje w zasadzie we wszystkich elementach gry. Jest to o tyle ciekawe, że w czasie swoich młodzieńczych zmagań w Canlan Sports nie wyróżniał się niczym szczególnym na tle innych zawodników w jego wieku.

– W wieku dziesięciu lat byłem dobrym zawodnikiem, najlepszym w drużynie, ale do czołówki w mieście sporo mi brakowało. Gdy trafiłem do Malboros, ustawiono mnie w ataku, ale od początku czułem, że to nie do końca moja bajka. Pamiętam jak trener zapytał nas o naszych hokejowych idoli. Zdecydowana większość wskazała na Sida Crosby’ego, ale ja przyznałem, że bohaterem mojej wyobraźni jest Zach Parise. Wtedy trener porozmawiał z moim ojcem i ze mną i zaproponował, by przesunąć mnie do defensywy. Pomyślałem, że chętnie spróbuję. Szybko doszedłem do wniosku, że to jest właśnie to.

– Szybko zauważyłem, że ona ma zadatki na rasowego obrońcę. Lubił bronić, sprawiało mu to większą frajdę niż strzelanie bramek. Akurat w drużynie mieliśmy braki w defensywie, więc uznałem, że to się bardzo dobrze składa. Gdy tylko zmieniliśmy mu pozycję, było jasne, że dla Quinna nie ma już powrotu do ofensywy – wspomina Rick McLeod, ówczesny trener Marlboros.

– Rich prowadził nas nieco inaczej, dość nietypowo. Nasza drużyna składała się z

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.