Nie zaryzykuję twierdzeniem, że grono sympatyków NHL, dla którego mecz gwiazd przestał być czymś istotnym w kalendarzu, rośnie z roku na rok. O ile część sobotnich konkursów (szczególnie tych technicznych) budzić może wciąż żywsze zainteresowanie, o tyle już sama niedzielna „rywalizacja” wygląda momentami pociesznie. Nie brak przy tym głosów, że dokonywane corocznie wybory graczy (oraz rezygnacje ze strony części wybranych) też nie poprawiają sytuacji.
Trzeba sobie jednak uczciwie powiedzieć, z nazwiskami od lat jest problem. Są zawodnicy, którzy przez lata skutecznie migali się od udziału w tych spotkaniach. Jednocześnie pojawiają się tacy, o których moglibyśmy napisać wiele, ale na pewno nie to, że są bądź byli gwiazdami (by wspomnieć Zemgusa Girgensonsa czy Johna Scotta w ostatnich latach). Taka sytuacja nie jest jednak niczym nowym, a za potwierdzenie tego niech posłuży poniższa lista.
Osobliwe wybory przez lata dyktowane były różnymi powodami. Czasami dokooptowywano kogoś w ramach zastępstwa w ostatniej chwili, innym razem o nominacji decydował fakt, że z każdego klubu musiał się pojawić przedstawiciel. Głosowania fanów dokładały też od siebie, podobnie jak pomysły ligi z urozmaicaniem rywalizacji „gwiazd” i graniem przeciwko sobie drużyn składających się po jednej stronie z graczy północnoamerykańskich, a po drugiej z Europejczyków. Był także rok 1991, gdy jednym z wybierających był Mike Milbury…
BRAMKARZE
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem