Aleksandr Owieczkin to nie tylko król goli, ale też król pieniędzy w NHL. Jego kariera to idealny przykład, jak rosnące salary cap zmieniały finansowy pejzaż ligi. Na kontrakcie debiutanckim w latach 2005–2008 zarobił „skromne” 11,5 miliona dolarów, ale już w tym okresie niemal podwajał pensję dzięki maksymalnym bonusom. W 2008 roku podpisał przełomową umowę na 13 sezonów wartą 124 miliony – pierwszą w historii NHL, która przekroczyła granicę stu milionów. Owieczkin negocjował ją sam, bez agenta, co było wtedy ewenementem. Przez sześć pierwszych lat inkasował po dziewięć milionów, w kolejnych – po dziesięć, bez żadnych dodatków za wyniki. Właściciel Capitals, Ted Leonsis, nazwał siebie „ryzykownym facetem”, ale ten ryzykowny zakład zwrócił się z nawiązką.

Dziś Owieczkin ma już w kontraktach zapisane łącznie 173,5 miliona dolarów. W obecnym pięcioletnim dealu lwia część pieniędzy pochodzi z bonusów za podpis, które w niektórych sezonach sięgały 11,5 miliona. Żaden hokeista przed nim nie zarobił w NHL tak dużo i nawet jeśli Crosby czy Malkin są blisko, to rosyjski snajper pozostaje numerem jeden. W rozmowach sam żartował, że połowę i tak zabierają podatki, ale pozostaje faktem, że nikt nie zgromadził większej kwoty na samej grze w NHL.

Drugi jest

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.