Zaledwie 28 dni przed ceremonią otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie, na Santa Giulia Arena po raz pierwszy pojawili się hokeiści. To nie był efektowny pokaz, to była desperacka próba udowodnienia, że arena w ogóle istnieje. Podczas gdy na poprzednich dwóch zimowych igrzyskach w Chinach i Korei Południowej mecze testowe odbywały się rok przed zawodami, w Mediolanie lodowisko przypominało bardziej plac budowy niż olimpijską arenę.
Plac budowy zamiast areny
Kiedy w miniony weekend odbywały się testowe mecze włoskiej ligi hokejowej, dwa poziomy areny były niedostępne dla widzów. Czarne plastikowe folie zasłaniały rzędy siedzeń, farba rozlana była na podłogach, a kurz budowlany pokrywał barierki. Z ścian sterczały grube przewody, a tablic wyników w ogóle jeszcze nie zamontowano.
Art Sutherland, inżynier lodowiskowy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, podsumował sytuację z typowo brytyjską powściągliwością podczas ostatniego wieczoru turnieju: „Termin był trochę napięty”. W rzeczywistości „trochę napięty” to eufemizm stulecia w kontekście organizacji igrzysk olimpijskich.

Alessandro Giungi, radny miejski Mediolanu i szef miejskiego komitetu olimpijskiego, promieniał jednak optymizmem: „Absolutnie ufam, że arena będzie gotowa 5 lutego” – powiedział, mając na myśli ceremonię otwarcia zaplanowaną na 6 lutego. Ta pewność siebie jest albo zadziwiająca, albo po prostu włoska.
Dziura w lodzie i iPad zamiast telebimów
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
Rzuciłem okiem na terminarz i wychodzi mi na to, że faza grupowa jest zupełnie bez sensu – ot, trzy sparingi, bo i tak wszyscy grają dalej: najlepsza czwórka ćwierćfinały od razu, a cała reszta przynajmniej baraż. Zgadza się?
Tak
Ba, ale jaki system jest lepszy 2×6 zespołów ( Turyn 2006) czy ten obecny (Vancouver 2010, Soczi 2014).
Uważam że obecny, gdyż zespoły spoza tej pierwszej czwórki, grają baraże i mają niejako za karę dodatkowy mecz w nogach zanim dotrą do ćwierćfinału.
Natomiast slabeusze w barażach mogą zaistnieć niespodziewanie, np: Łotwa w Soczi 2014 ograła Szwajcarię i dotarła do ćwierćfinału, gdzie uległa Kanadzie zaledwie 1:2.
Jeśli pamięć mnie nie zawodzi to ta sama Łotwa 4 lata wcześniej w Vancouver w barażach uległa Czechom zaledwie 2:3 po dogrywce.
Howgh