John Marino podpisał ośmioletni kontrakt z Utah Mammoth wart 54 miliony dolarów. Zanim ktokolwiek zdąży nazwać to szaleństwem zarządu, warto przyjrzeć się liczbom, które ten obrońca wykręcił w minionym sezonie, oraz nowym zasadom układu zbiorowego, które właśnie wywołały małą gorączkę kontraktową w całej lidze.
Mamut to zwierzę wymarłe, ale sądząc po dzisiejszej decyzji zarządu z Salt Lake City, ktoś w tym budynku uznał, że tylne nogi tego gatunku przydadzą się jeszcze przez najbliższe osiem lat. Utah Mammoth przedłużyło kontrakt z Johnem Marino, obrońcą, który z rzadka zachwycał efektownym rajdem przez środek lodowiska, za to potrafi tak spokojnie wyprowadzić krążek spod własnej bandy, że człowiek zapomina, iż w ogóle była tam jakakolwiek presja rywala. Osiem lat, 54 miliony dolarów, średnio 6,75 miliona rocznie. Umowa biegnie do sezonu 2034-2035. Marino będzie miał wtedy 38 lat, czyli więcej, niż niejeden asystent trenera siedzący dziś na ławce w NHL.
To stawia go w gronie zaledwie czterech zawodników całej ligi związanych kontraktem aż do tego sezonu. Ekskluzywny klub. Nikt się tam nie pcha bez powodu.
Skąd taki pośpiech przy zawodniku, któremu w obecnym kontrakcie zostawał jeszcze cały rok? Odpowiedź jest prozaiczna i trąci
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem