No to mamy to z głowy. Po przeszło roku przeciągania liny, które w pewnym momencie zaczęło przypominać remont trasy ekspresowej gdzieś na Podkarpaciu, gdzie termin zakończenia przesuwa się z miesiąca na miesiąc, Dallas Stars podpisali wreszcie Jasona Robertsona. Kontrakt na jeden rok, 12 milionów dolarów, koniec tematu na kilka miesięcy. Rozprawa arbitrażowa, która miała się odbyć w najbliższą sobotę, ląduje w koszu.
Tylko że to nie jest rozwiązanie problemu, to raczej jego odroczenie. Dallas kupiło sobie niecały rok spokoju. Robertson kupił sobie prawo do tego, żeby za kilka miesięcy już przy trade deadline zrobić dokładnie to samo zamieszanie od nowa, tyle że już jako pełnoprawny wolny agent, a nie zawodnik ograniczony przepisami o arbitrażu. Jim Nill zyskał czas. Więcej bym mu tutaj nie przyznawał.
A tak w ogóle, w środę Robertson kończy 27 lat. Kontrakt jako prezent urodzinowy, dostarczony dzień wcześniej niż trzeba. Pasuje to zresztą do całej tej sprawy, w której nic nigdy nie działo się w terminie.
Zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle ktokolwiek powinien się tym przejmować. Robertson
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem