Jeden dzień, dziesiątki milionów dolarów i przynajmniej trzech menedżerów, którzy dziś w nocy obudzą się z krzykiem. Oto jak wyglądał pierwszy lipca w lidze, w której podobno nikogo już nie stać na zdrowy rozsądek.
Miała być cicha edycja wolnej agencji, bo klasa dostępnych zawodników była chudsza niż bufet w przyzakładowej stołówce po godzinie 14. Większość liczących się nazwisk podpisała przedłużenia kontraktów jeszcze przed otwarciem okienka, a rosnący pułap płac tylko ułatwia takie manewry. Alex Tuch zabezpieczył sobie przyszłość w Waszyngtonie, zanim ktokolwiek zdążył w ogóle otworzyć kalendarz na pierwszy lipca, dokładnie tak jak rok wcześniej zrobił to Mitch Marner. Miało być spokojnie. Wyszło jak zawsze w tej lidze: głośno, drogo i z przynajmniej jedną aferą, która o mały włos nie skończyła się przeprowadzką gwiazdy jednej z drużyn do innego miasta.
W zawieszeniu – Columbus Blue Jackets
Bo dzień zaczął się od bomby. Zach Werenski, obrońca Columbus i zeszłoroczny zdobywca Norris Trophy, miał podobno gotowy transfer na biurku, ale skorzystał z klauzuli ograniczającej listę drużyn i powiedział nie. Później on i menedżer Don Waddell wydali wspólne oświadczenia, że jednak zostają razem i wspólnie spróbują przerwać sześcioletnią suszę bez fazy pucharowej. Ładnie to brzmi na konferencji prasowej. Tylko że to nie jest rozwiązanie problemu, to przesunięcie go w czasie, jak spłata chwilówki rozłożona na kolejny miesiąc. Co się stanie, jeśli Columbus znowu nie wejdzie do fazy pucharowej? Temat wróci, gorętszy niż wcześniej.
I trudno się dziwić, że poza tym cała reszta okienka w Columbus to w zasadzie tylko podpis Ryana Lomberga. Kto chciałby wiązać się wieloletnim kontraktem z klubem, którego najlepszy zawodnik jeszcze dzień wcześniej miał gotowy transfer na biurku? Zaufanie na rynku buduje się latami, a traci w jeden środowy poranek.
Przegrani – Chicago Blackhawks
Skoro już o szaleństwie mowa: Chicago wystawiło Bowenowi Byramowi czek na 12,5 miliona dolarów rocznie przez osiem lat, robiąc z niego najdrożej opłacanego obrońcę w całej lidze. Przypomnę tylko, że tydzień wcześniej Blackhawks oddali za niego czwarty numer draftu i wybór z drugiej rundy. 26-letni obrońca, którego już dwa różne kluby uznały, że nie potrzebują na dłuższą metę. Może się rozwinie, może faktycznie zostanie parą numer jeden w lidze. Ale płacenie komuś jak za sprawdzonego lidera obrony, zanim ten cokolwiek udowodnił w nowych barwach, to nie strategia. To loteria z biletem droższym niż w Lotto.
Wszystko albo nic – Toronto Maple Leafs
Toronto tymczasem przeorało cały skład jak ekipa remontowa, która nie ma planu, tylko młotek i dobre chęci. Wyprowadzili Joe Wolla do Filadelfii jeszcze przed okienkiem, potem oddali Dennisa Hildeby za Nicka Paula, a na koniec podpisali Siergieja Bobrowskiego na trzy lata i 21 milionów dolarów. Bobrowski ma w dorobku Vezina Trophy, dwa Puchary Stanleya z Florydą i reputację, która broni się sama. Tylko że we wrześniu skończy 38 lat, a poprzedni sezon był najgorszym w jego karierze. To jest zakład, w którym stawką jest cała reszta udanego zresztą okienka Leafs. Bo obok tego John Chayka dorzucił Jacka Roslovica, dawnego kolegę Austona Matthewsa jeszcze z kadry USA, do tego Coltona Sissonsa za niemałe 4,25 miliona, Teddy’ego Bluegera, Brandona Duhaime’a, wcześniej podpisał na osiem lat Darrena Raddysha, a w drafcie wziął Gavina McKennę z numerem jeden. Skład jest szybszy i głębszy niż rok temu, nie da się temu zaprzeczyć. Cała ta przebudowa może się jednak rozsypać, jeśli w bramce coś pójdzie nie tak.
Wygrani – Florida Panthers
Florida zrobiła dokładnie odwrotnie i wyszła na tym lepiej. Zamiast płacić Bobrowskiemu kolejny wielki kontrakt, Panthers puścili go wolno, sprowadzili w transferze młodszego Jacoba Markströma za mniejsze pieniądze i dorzucili Akirę Schmida jako drugą opcję w bramce. Zaoszczędzone środki starczyły jeszcze na Radko Gudasa, formalnie podpisanego na sześć lat za 1,5 miliona rocznie, co jest tak oczywistym obejściem limitu płac, że nawet nie muszę tego tłumaczyć, i na przedłużenie dla Eetu Luostarinena w cenie zgodnej z jego rynkową wartością. Gudas będzie się tłukł w trzeciej parze, aż w końcu wyląduje na długoterminowej kontuzji, jak to zwykle bywa z kontraktami tego typu, a Floryda i tak wyjdzie na tym w plusie. Bill Zito znowu poskładał budżet jak doświadczony hydraulik składa instalację w starej kamienicy: pozornie chaotycznie, a jednak wszystko działa.
Wygrani –
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem