Jesteś 18-letnim łepkiem, którego jedynym zmartwieniem do tej pory było to, czy matka wyprała ci sprzęt przed porannym treningiem. Wychowałeś się na wiochach w Ontario, Albercie czy innym Quebecu, a w portfelu miałeś do tej pory drobne z letniej pracy przy koszeniu trawników. I nagle, w blasku fleszy, składasz autograf na dokumencie z logo NHL. Gratulacje, synu. Właśnie podpisałeś swój pierwszy profesjonalny kontrakt.

Liczby na tym kawałku papieru robią wrażenie. W głowie już widzisz te zera. Jeśli wywalczysz miejsce w głównym składzie – a na obozie przecież zamierzasz gryźć lód – zarobisz, powiedzmy, 950 tysięcy dolarów w ramach Entry-Level Contract. Jeśli cię odeślą do AHL, na zaplecze, zjedziesz do około 85 tysięcy. Do tego wpadnie ci bonus za sam podpis. Kwoty, od których chłopakowi z klasy średniej może odciąć tlen.

Tylko że profesjonalny hokej to nie jest gra w Monopoly.

Hokej
Hokej

Zastanawialiście się kiedyś, na co taki 20-latek, powiedzmy z rocznika Macklina Celebriniego czy innych chłopaków z ostatnich draftów, wydaje swój pierwszy poważny czek? Odpowiedź jest do bólu przewidywalna. Na samochód. I to nie byle jaki.

Młodzi hokeiści mają absolutnego, irracjonalnego bzika na punkcie motoryzacji. Wjeżdżają do ligi i nagle czują, że muszą dorównać weteranom. Kupują Mercedesy klasy G, Porsche Taycany, Range Rovery za ponad 150 tysięcy dolarów. Biorą to na raty, w leasing, wpłacają ogromne zaliczki. I wszystko fajnie, dopóki grasz na górze. Problem pojawia się w połowie listopada, gdy po słabszym okresie sztab szkoleniowy wysyła cię do AHL.

Twój kontrakt jest dwustronny. Twoja pensja zjeżdża z dnia na dzień z poziomu niemal miliona do 85 tysięcy rocznie. Ale rata za to czarne, lśniące V8 na podjeździe zostaje dokładnie taka sama. Pakujesz całą swoją wypłatę z „niższej ligi” w samochód, na który realnie cię nie stać. To przypomina zachowanie kogoś, kto bierze chwilówkę, żeby kupić apartament od patodewelopera na krakowskim Ruczaju i myśli, że od teraz należy do elity. Wielu zawodników po latach przyznaje, że ten pierwszy supersamochód musieli sprzedać po paru miesiącach ze stratą, z podkulonym ogonem prosząc agenta o pomoc w papierologii.

Całe szczęście dla niektórych, że w tym bagnie prowizji i pokus pojawiają się doradcy finansowi.

Nie mam tu na myśli wujka, który przy wigilijnym stole tłumaczy, jak zarobił na krypto i radzi kupować złoto. Mówię o profesjonalnych firmach, które przejmują kontrolę nad kontami tych młodych bogaczy. Zawodnik oczywiście nadal ma decyzyjność, może przepalić kasę na co chce, ale każda większa transakcja przechodzi przez doradcę. To taki bezpiecznik. Hamulec awaryjny przed głupotą.

Gdy tacy doradcy po raz pierwszy siadają z nowym klientem z NHL, zderzenie z

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.