Nie każdy zawodnik, który przez lata tuła się po NHL i podpisuje krótkoterminowe kontrakty, w pewnym momencie znajduje miejsce, które może nazwać swoim domem. Sam Steel właśnie dołączył do tego grona.

Dallas Stars zdecydowali się zatrzymać 28-letniego napastnika na dłużej. Klub poinformował o podpisaniu z nim czteroletniego przedłużenia kontraktu o łącznej wartości 14,8 miliona dolarów. Umowa będzie obowiązywać od sezonu 2027-28 do końca rozgrywek 2030-31, a średnia roczna wartość kontraktu wyniesie 3,7 miliona dolarów.

Dla zawodnika pochodzącego z Ardrossan w Albercie będzie to zdecydowanie najdłuższa i najbardziej lukratywna umowa w dotychczasowej profesjonalnej karierze.

Nie moglibyśmy być bardziej zadowoleni z przedłużenia kontraktu z Samem – powiedział generalny menedżer Stars Jim Nill. – Jego regularność w czasie pobytu w naszym zespole, szczególnie w grze w osłabieniu, a także wszechstronność sprawiły, że stał się dla naszej organizacji bardzo wartościowym zawodnikiem. Cieszymy się, że zostanie z nami przez kolejne cztery sezony.

Nowa umowa zacznie obowiązywać dopiero od sezonu 2027-28. Obecnie Steel jest w ostatnim roku dwuletniego kontraktu podpisanego w lutym 2025 roku, który zapewnia mu średnio 2,1 miliona dolarów za sezon. Nowe porozumienie oznacza więc nie tylko znacznie większą stabilizację, ale również wyraźną podwyżkę.

Wartości nie pokazuje sama produkcja punktowa

Na pierwszy rzut oka 82 punkty w 229 meczach rozegranych od momentu podpisania przez Steela kontraktu z Dallas w 2023 roku nie wyglądają jak dorobek zawodnika, któremu właśnie zagwarantowano 14,8 miliona dolarów.

Wśród napastników Stars w tym okresie daje mu to jednak dziewiąte miejsce pod względem liczby punktów.

Jeszcze ważniejsze są jednak elementy jego gry, których nie da się ocenić wyłącznie na podstawie klasyfikacji kanadyjskiej.

Steel jest podstawowym elementem zespołu w grze w osłabieniu. Od momentu dołączenia do Dallas żaden napastnik Stars nie spędził na lodzie podczas penalty kill więcej czasu niż on. Jego dorobek to ponad 450 minut gry w osłabieniu – około 170 minut więcej niż drugi w tej klasyfikacji Radek Faksa.

To pokazuje, jaką rolę Steel pełni w drużynie. Nie jest zawodnikiem, który ma regularnie trafiać do siatki i decydować o losach spotkań efektownymi akcjami. Jego zadaniem jest między innymi zabieranie czasu rywalowi podczas gry w osłabieniu, walka o krążek, odpowiedzialność w defensywie i wykonywanie pracy, której efekt często pojawia się w wyniku meczu, ale niekoniecznie w statystycznym dorobku konkretnego zawodnika.

W tym okresie Steel zanotował również 197 ciał na bandach, co daje mu trzecie miejsce wśród zawodników Dallas. Wyżej znajdują się jedynie Jamie Benn i Lian Bichsel.

To właśnie za tego typu elementy Stars postanowili zapłacić mu 3,7 miliona dolarów rocznie.

Długa droga do stabilizacji

Historia Steela jest o tyle ciekawa, że jeszcze niedawno trudno było przewidzieć, iż stanie się zawodnikiem, któremu Dallas będzie chciało zagwarantować kontrakt aż na cztery lata.

W 2016 roku Anaheim Ducks wybrali go w pierwszej rundzie draftu z 30. numerem. Oczekiwania wobec zawodnika wybranego tak wysoko były naturalnie spore, ale Steel nigdy nie zdołał na stałe zadomowić się w Anaheim jako ważny element pierwszych dwóch formacji.

W NHL zadebiutował 3 października 2018 roku w meczu przeciwko San Jose Sharks. W kolejnych latach próbował znaleźć dla siebie odpowiednią rolę w składzie Ducks, jednak jego produkcja punktowa nie pozwalała mu na uzyskanie statusu zawodnika, którego klub postrzegałby jako długoterminową inwestycję.

Po czterech sezonach w Anaheim przeniósł się do Minnesota Wild, gdzie spędził sezon na rocznej umowie.

Następnie, w 2023 roku, trafił do Dallas.

I właśnie tam jego kariera zaczęła nabierać wyraźniejszego kierunku.

Dallas znalazło dla niego odpowiednią rolę

W sezonie 2025-26 Steel zanotował najlepsze wyniki w dotychczasowej karierze. W 73 spotkaniach zdobył 12 bramek i 21 asyst, co dało mu 33 punkty. Do tego dołożył pięć goli zwycięskich oraz 79 ciał na bandach.

Nie są to statystyki gwiazdy NHL. I właśnie o to chodzi.

Dallas nie potrzebuje od Steela 70 czy 80 punktów. Potrzebuje zawodnika, który będzie w stanie stabilnie funkcjonować w środkowej części składu, grać w osłabieniu, wykonywać trudne zadania defensywne i jednocześnie zapewnić pewną produkcję ofensywną.

Steel dokładnie taką rolę wypełnia.

Jego wartość wzrosła również dzięki występom w play-offach. W 48 spotkaniach fazy pucharowej w karierze zdobył 14 punktów. Aż 12 z nich przypadło na dwa ostatnie występy Dallas w play-offach zakończone awansem do finału Konferencji Zachodniej – w 2024 i 2025 roku.

Ostatnie play-offy były dla niego zdecydowanie mniej udane. W sześciu spotkaniach nie zdobył ani jednego punktu. Stars najwyraźniej nie zamierzają jednak wyciągać daleko idących wniosków z tak niewielkiej próbki.

Znacznie większe znaczenie ma dla nich całość pracy wykonywanej przez Steela przez ostatnie sezony.

Talent był, brakowało odpowiedniego miejsca

Co ciekawe, Steel wcale nie był anonimowym zawodnikiem, kiedy trafiał do NHL.

W 2018 roku reprezentował Kanadę podczas mistrzostw świata juniorów. W siedmiu meczach zdobył dziewięć punktów i sięgnął z reprezentacją po złoty medal.

Wśród napastników wybranych w drafcie 2016 roku obecnie znajduje się w czołowej piętnastce pod względem liczby asyst, punktów oraz rozegranych meczów. W klasyfikacji asyst zajmuje 11. miejsce, punktów – 12., a występów – 11.

Problem polegał na tym, że przez lata nie potrafił przekuć tego potencjału w stabilną pozycję w NHL.

W okresie gry dla Anaheim, Minnesoty i Dallas podpisywał kolejne krótkoterminowe umowy. W ciągu pierwszych lat kariery zawierał aż cztery jednoroczne kontrakty. Zawodnik, który produkuje mniej niż 20 punktów w sezonie, bardzo często otrzymuje właśnie taki status na rynku – jest potrzebny, ale nie na tyle, by klub chciał wiązać się z nim na długo.

W Dallas sytuacja się zmieniła.

Jego rozwój nie polegał na nagłym wybuchu ofensywnego talentu. Znalazł natomiast miejsce, w którym jego umiejętności zaczęły tworzyć spójną całość.

Najdłuższy kontrakt w karierze

Nowa umowa będzie zdecydowanie najdłuższym kontraktem Steela od momentu rozpoczęcia przez niego profesjonalnej kariery.

Obowiązywać będzie przez cztery sezony, do końca rozgrywek 2030-31. Wtedy zawodnik będzie miał 33 lata i ponownie stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem.

Łącznie zarobi w tym okresie 14,8 miliona dolarów.

Dla Steela jest to więc przede wszystkim nagroda za znalezienie odpowiedniego miejsca po latach szukania swojej pozycji w NHL.

Dla Dallas to z kolei inwestycja w zawodnika, którego rola jest stosunkowo trudna do zastąpienia.

Contender potrzebuje nie tylko gwiazd. Potrzebuje również ludzi, którzy wykonują mniej efektowną pracę przez 82 mecze sezonu zasadniczego, a później są gotowi robić dokładnie to samo w play-offach.

Steel jest właśnie takim zawodnikiem.

Stars muszą jednak myśleć o kolejnych kontraktach

Przedłużenie umowy ze Steelem jest dla Dallas istotne również z punktu widzenia planowania przyszłości.

W sezonie 2026-27 Stars mają stosunkowo niewielki margines pod czapką płacową – około 390 tysięcy dolarów. Perspektywa kolejnego lata wygląda jednak znacznie lepiej. Na offseason klub będzie dysponował około 39 milionami dolarów przestrzeni pod salary cap.

To daje Jimowi Nillowi znacznie więcej możliwości, ale jednocześnie oznacza konieczność podjęcia wielu decyzji.

Na nowe kontrakty będą czekać między innymi Jason Robertson, Tyler Seguin i Joel Kiviranta. Wśród obrońców sytuacja będzie wymagała rozstrzygnięcia w sprawie Tylera Myersa oraz Liana Bichsela, który po zakończeniu sezonu będzie zastrzeżonym wolnym agentem.

Dallas musi więc pogodzić kilka celów: utrzymać trzon zespołu, odpowiednio wykorzystać dostępną przestrzeń pod salary cap i jednocześnie zapewnić sobie głębię potrzebną do kolejnej walki o Puchar Stanleya.

W tym kontekście 3,7 miliona dolarów rocznie dla Steela to nie tylko podwyżka dla zawodnika, który przez lata podpisywał krótkie umowy.

To także jasny sygnał, że Stars wiedzą, jakiej pracy potrzebują od swoich zawodników.

Steel nie jest największą gwiazdą Dallas. Nie ma być.

Ma być zawodnikiem, którego trener może posłać na lód w trudnej sytuacji, zwłaszcza podczas gry w osłabieniu, i oczekiwać, że wykona swoje zadanie.

Po latach spędzonych na krótkoterminowych kontraktach, zmianach klubów i poszukiwaniu odpowiedniej roli Sam Steel wreszcie dostał coś, czego wcześniej brakowało mu najbardziej – stabilność.

I najwyraźniej Dallas uznało, że warto za tę stabilność zapłacić.